środa, 18 lutego 2015

Rozdział kolejny zapomniałam sprawdzić który - Odpowiedzi




-Tak uważasz?-mruknęła dziewczyna.
-Tak będzie lepiej dla nas obojga,będziemy mogli zająć się własnym życiem i tak,to głównie o to chodzi-odpowiedział blondyn
-czyli zrywamy?-spytała prawie szeptem,ponieważ w jej gardle zebrałą się olbrzymia gula utrudniająca wyksztuszenie czegokolwiek,byłą bliska płaczu,a tak bardzo nie chciała płakać,nie w tej sytuacji,nie przy tym chłopaku,nie mogła mu pokazać swojej słabości.
-Tak i lepiej jeśli zapomnimy o wszystkim co było między nami.-odpowiedział Eddie.
Ale jak miała zapomnieć o ponad dwóch latach związku z tym chłopakiem,pierwszym którego naprawdę kochała.Ale cóż,wszystko się kiedyś kończy,a tak oto kończy się związek Patricii i Eddie'go

____________________________________THE END________________________________


Tak więc Łucja mie zabije za 3...2...1...

Hahahahahahaha przepraszam kochanie,musiałam,jaka reakcja?
Napisałąm to specjalnie bo od dawna pieprzę że zerwą,a Lu sę wkurwia i musiałam,napisane byle jak,bez sensu,bo to nie ta pora
Teraz na poważnie łapcie rozdział jeśli ktoś tu jeszcze jest:
I jak już mam waszą uwagę przeczytajcie notkę na końcu rozdziału,ważne:

-Miałam sen-padło z ust Niny gdy wszyscy aktualni członkowie Sibuny pojawili się u wrót jej pokoju.
-Cóż ja też-zażartował Alfie.
-A ja to chyba nawet śniłam na jawie.-mruknęła Joy na co Patricia spojrzała na nią dziwnie.
-W każdym razie...opowiadaj.-odezwał się Fabian.On chyba jako jedyny zainteresował się tą sytuacją.
-Miałam sen,szłam lasem i dotarłam do tego domku,gdzie powinna być ta cała lustrzana sala czy jakkolwiek to nazwali i myślę,że mogła to być wskazówka,po prostu ktoś chce żebyśmy tam szybko dotarli i myślę też,że powinniśmy sprawdzić tą trasę i spróbować tam trafić.-wytłumaczyła blondynka.
-Ale tak teraz?Na kacu?-Spytał Alfie.
-Ok jutro,ale jak nas Victor przyłapie to już nie moja wina.
-Ale właściwie on dziś wieczorem wraca i nie mamy pewności czy do tego czasu zdążymy wrócić a jak nas tu nie będzie kiedy wróci tym bardziej będzie się zastanawiał gdzie zginęli jego najbardziej podejrzani podopieczni.-stwierdził Eddie,na co wszyscy spojrzeli na niego z uznaniem,ponieważ hej,on myślał i to z sensem,co nie było spotykane dla osoby Eddie'go Millera.
-To też racja.-stwierdziła liderka grupy.
-Więc pójdziemy jutro po szkole,to najlepsze rozwiązanie,biorąc pod uwagę,że po lekcjach mogliśmy iść do biblioteki się uczyć.-oznajmił Fabian,a wszyscy popatrzyli na niego jakby zwariował,ponieważ większość z nich zdawała sobie sprawę,że nie są typami moli książkowych co oznacza,że Rodenmaar nigdy w życiu nie uwierzyłby w ich pobyt w bibliotece bez przymusu po lekcjach.-...lub na miasto,do kina,cokolwiek wolicie.-dodał.
-Jutro,po lekcjach,luz,a teraz coś przeciwbólowego plis.-podsumował Alfie.
-Oh Alfie,mówiłam żebyś tyle nie pił.-zbeształa ciemnoskórego Amber.
Po tych słowach wszyscy wycofali się z pokoju,co nie do końca wszyscy,Nina w nim została,gdyż był to jej pokój,a Fabian zdecydował jej towarzyszyć,Amber udała się z Alfie'm do kuchni,ponieważ pomimo iż uważała,że jej chłopak zachował się nieodpowiedzialnie pijąc tyle poprzedniego wieczoru martwiła się o niego i chciała dopilnować by poczuł się lepiej.Joy szybko ulotniła się do swojego pokoju,była zmęczona wszystkim co się działo,musiała sobie wszystko przemyśleć.
-Więc co powiesz na wyjście,gdzieś razem,załóżmy w weekend,coś jak randka?-Spytał Eddie swoją dziewczyną gdy zostali sami w holu.
-Powiem,że pogadamy potem.Teraz muszę pogadać z Joy.-odparła szybko i weszła do swojego pokoju zostawiając chłopaka samego w korytarzu z komiczną miną wyrażającą zdziwienie na twarzy.

-Więc?-Spytała Williamson gdy usiadła obok przyjaciółki na łóżku.
-Coś jakby jesteśmy razem i no na razie tyle.-brunetka dokładnie wiedziała o co pyta jej współlokatorka,więc odpowiedziała na pytanie.
-O mój boże,przygotuj się psychicznie na wojnę z Marą.
_________________________________________





-Musimy porozmawiać.-Powiedziała Victoria do Belli,która aktualnie siedziała na kanapie w salonie czytając jakieś kolorowe czasopismo.
-Jasne,ok.
-Ale nie tu.Możemy się przejść?-Spytała dziewczyna,na co druga odpowiedziała jej skinięciem głowy i obie udały się do wyjścia zabierając przed tym kurtki z wieszaków w holu.
Przez dłuższy czas żadna z nich nie odezwała się ani słowem,ale w momencie gdy weszły do lasu odezwała się Bella:
-Więc o co chodzi?
-W sprawie tej imprezy,bo wiesz,wyszło coś między nami i pamiętam to dokładnie,ale byłyśmy wtedy co najmniej wstawione i chciałam spytać...-ciemnowłosa zaczęła mówić,ale nie potrafiła ubrać w słowa tego co chciała przekazać.
-Czy to wszystko było przez alkohol czy rzeczywiście tego chciałam?-domyśliła się Bella.
-Cóż tak,bo wiesz,ja rzeczywiście lubię cię,w ten sposób,nie jako przyjaciółkę,po prostu,od pewnego czasu to czuję i gdy jestem z tobą po prostu mam ochotę cię pocałować,przytulić i to nie jest normalne i doszłam do wniosku,że jestem lesbijką i się w tobie zakochałam.
-Cóż,to co się wczoraj wydarzyło,rzeczywiście tego chciałam i chcę też żebyśmy były razem,jeśli chcesz.
-Cóż chcę.-odpowiedziała Victoria po czym gwałtownie wpiła się w usta swej dziewczyny.Obie rozkoszowały się tym momentem,który wydał im się trwać nieskończoność i był perfekcyjny...
_______________________________________________

Droga przez las dłużyła im się niemiłosiernie i nie była wcale prosta.Na trasie,którą wskazywała Nina jako trasę ze swojego snu było wiele ślepych zaułków i innych pułapek.Po około godzinnym marszu dotarli na niewielką polankę,na której stał niewielki domek z drewna,zarośnięty ze wszystkich stron bluszczem.Podeszli bliżej i odnaleźli drzwi,które o dziwo otworzyły się szybko i łatwo,co zdziwiło członków Sibuny,ponieważ zazwyczaj wszystko szło zupełnie inaczej,trudno,długo i bardzo zawile.Weszli powolnym krokiem do środka zapalając przed tym latarki.
Stali dokładnie na środku pomieszczenia kierując światła latarek na ściany wokół,które w rzeczywistości były lustrami.
-To tutaj.-oznajmił Fabian,choć wszyscy doskonale już to wiedzieli.

Zapraszam: http://you-change-my-life-ff.blogspot.com/ i *KLIK*

______________________________________________
Cóż ponownie przepraszam że długo mnie nie było,ale albo brak czasu,weny,pomysłu i chęci albo inne rzeczy,jak gdy już miałam ochotę na pisanie laptop mi się zepsuł i wyszło jak wyszło.
Przepraszam
Tak więc oficjalnie wracam,jak widać ferie mi dobrze robią,chociaż powinnam zakuwać na egzaminy gimnazjalne i egzamin do bierzmowania (kto takie gówno wgl wymyślił?)
Także niedługo również rozdział na moim ff  the vamps (link kilka linijek wyżej) oraz zaczęłam tłumaczyć ff o the vamps (haha taa udaję,że znam englisha) anyways link również kilka linijek wyżej.
Jak widać zmieniłam szablon i nie wcale nie cytuję The Vamps,no w ogóle,nie,no co wy (sarcasm)
no i jeśli chodzi o moje Vella moments,jeśli wam to przeszkadza wybaczcie,przedawkowałam The Veronicas i ich ''If you love someone'' (polecam)
taa promujemy the veronicas na blogu gdzie już przktycznie nikogo nie ma ,bo wszyscy o nim zapomnieli i wgl.
W każdym razie jeśli wciąż tu jesteście napiszcie w komentarzu chociaż kropkę,chcę wiedzieć czy warto jeszcze cokolwiek pisać.

Papa kocham was xx

Aha i w sumie powoli zbliżamy się do końca tej historii ponieważ nie mam już na nią pomysłu,po skońćzeniu tego raczej spotkacie mnie tylko na fanfictions,gdzie teraz już zacznę pisać regularniej.
EDIT: Jeśli macie pytania: http://ask.fm/xxjustadreamerxxx

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 17-What the hell happened last night?


 -Wiecie może co robił wczoraj Jerome i czemu drzwi od mojego pokoju są zamknięte?-Spytał Alfie zaspanym głosem wchodząc do kuchni gdzie znajdowały się Bella i Patricia.
 -Nie mam pojęcia.Widziałeś Joy?-Odpowiedziała mu na to Patricia,która martwiła się tym,że jej przyjaciółka nie pojawiła się na noc w pokoju.
 -Nie.Coś się stało?
 -Nie ma jej w pokoju i nie było całą noc.
 -Pewnie się znajdzie.W każdym razie.Bello co tam u ciebie i Victorii hm?-Ciemnoskóry poruszył zabawnie brwiami,na co dziewczyna lekko się zarumieniła.
 -Co z nami?-Zapytała dziewczyna udając,że nie wie o co pyta jej kolega,chociaż w rzeczywistości była niemal pewna,że miał na myśli to co obie robiły w nocy podczas imprezy.
 -Nie udawaj,wszyscy widzieliśmy jak się obściskiwałyście.
 -Co?Serio?Kiedy?-Williamson była zdziwiona tym faktem.
 -Nie wiem jakoś koło pierwszej,tak myślę.No to jak z wami jest?-Dopytywał.
 -Sama nie wiem,nie do końca to wszystko ogarniam.-Stwierdziła Bella.
-Jak możesz tego nie ogarniać?Jesteście razem czy nie?
-Alfie nie rozumiesz co znaczy nie wiem?Jak się dowiem to będziesz pierwszym,który się dowie.Pasuje?
-Już spokojnie,nie denerwuj się tak.

  Jasne promienie słońca wpadające do pokoju przez okno sprawiły,że Joy wybudziła się z głębokiego snu.Przetarła dłońmi oczy i zorientowała się,że nie jest u siebie.Krótką chwilę zajęło jej zorientowanie się w sytuacji.Przypomniała sobie co stało się poprzedniej nocy i przeraziło ją jak szybko była w stanie się zgodzić na wszystko o co ją proszono.Zerwała się szybko z łóżka i narzuciła na siebie ciuchy z dnia poprzedniego po czym szybko opuściła pokój blondyna,w którym się znajdowała.
Gdy szybkim krokiem minęła wejście do kuchni została zauważona przez swoją przyjaciółkę.Nie zatrzymała się jednak pomimo jej nawoływań tylko od razu udała się do ich wspólnego pokoju i rzuciła się na swoje łóżko.Było jej wstyd za to co zrobiła tej nocy i jednocześnie bała się,że może tym przekreślić ostatecznie swoją przyjaźń z Marą i Jerome'm,do którego teraz już wiedziała dokładnie,że coś czuje,choć nie potrafiła tego jeszcze dokładnie zweryfikować.
Nie minęło wiele czasu,a Patricia przekroczyła próg pomieszczenia i usiadła na łóżku obok Mercer,po której policzkach spływały łzy.
-Co się stało?-Spytała,ale brunetka jedynie przytuliła się do niej,nie dając żadnej odpowiedzi na zadane pytanie.
W pokoju nastało długie milczenie.Dziewczyna potrzebowała czasu aby oswoić się z wydarzeniami minionej imprezy.Po dłuższej chwili wypłakiwania się na ramieniu współlokatorki Joy podniosła głowę.
-Przepraszam.-wyszeptała.
-Nie masz za co.Teraz opowiadaj co się stało.
-Więc...nie wiem jak to powiedzieć,ale wczoraj na imprezie,a może to było już dzisiaj,nie wiem,ale przyszedł Jerome i my tańczyliśmy,a potem jakoś wyszło,że znaleźliśmy się u niego w pokoju i my...-dziewczyna przerwała na chwilę.Bała się wypowiedzieć to zdanie do końca.Obawiała się,że jeśli powie do czego doszło przyjaciółka uzna ją za zwykłą sukę i zakończy przyjaźń,która trwała od lat dziecięcych.
-Joy wiesz,że możesz mi wszystko powiedzieć.-Powiedziała Willimson widząc wahanie przyjaciółki.
-Uprawialiśmy seks-Wyznała bardzo cicho ciemnowłosa.
-Co?-ciężko było ukryć jej zdziwienie informacją którą właśnie usłyszała.-Ale zabezpieczyliście się prawda?
-Tak.Chyba.Nie wiem.-przyznała.
-Co wy robiliście?!-W pokoju ni stąd ni zowąd pojawiła się Mara i zaczęła krzyczeć.-Dobrze wiesz,że chcę naprawić to co było między mną a Jerome'm,a ty zamiast pomóc mi jak przyjaciółka przyjaciółce idziesz z nim do łóżka?Może mi jeszcze powiesz,że się w nim zakochałaś!-Joy nie odezwała się,co Mara odebrała jako potwierdzenie swojej tezy.-Przyjaciółki tak nie robią.
-Maro!-Tym razem Patricia krzyknęła.Widziała,że słowa,które wypowiedziała Jaffray zraniły Mercer,więc postanowiła stanąć w jej obronie.-Maro nie możesz jej winić za to,że się w nim zakochała.Mick Cię za to nie winił pamiętasz?Poza tym nie zapanujesz nad uczuciami,nawet jeśli nie chciała się w nim zakochać,to stało się i się nie odstanie,bo tak chcesz.A jedyną osobą,która nie zachowuje się tu jak przyjaciółka jesteś ty.A wiesz czemu?Bo gdybyś była przyjaciółką zrobiłabyś wszystko żeby twoja przyjaciółka,którą w tym przypadku jest Joy,była szczęśliwa.Poza tym nie wiem czy się zorientowałaś,ale ty już nie kochasz Jerom'a i to widać,teraz chcesz po prostu żeby płaszczył się przed tobą i błagał o kolejną szansę,żebyś ty miała z tego jakąś chorą satysfakcję.
-Czyli sugerujesz,że ona może sobie spać z moim chłopakiem kiedy sobie zechce?!
-On nie jest już twoim chłopakiem i powiem tyle,że nawet nie zasługujesz żeby nim był.-Powiedziała Joy.
-Ty...-Zaczęła Mara,ale przerwało jej wejście do pokoju Jerom'a.
-Uspokujcie się,w całym domu was słychać.-Mruknął niezręcznie stojąc w drzwiach.-Joy możemy pogadać?-Zapytał,na co ta skinęła nieśmiało głową.
Pozostałe dwie dziewczyny wyszły szybko i zostawiły ich samych.
-więc...-brunetka chciała jakoś zagaić rozmowę,ale raczej kiepsko jej to wychodziło.
-Czyli my naprawdę...?-nie dokończył pytania,ale ona i tak wiedziała o czym mówił,skinęła głową na potwierdzenie.-Przepraszam.-Powiedział siadając na łóżku obok niej.
-Co?
-bo czuję się jakbym cię wykorzystał.Oboje wiemy ,że byliśmy pijani i nie do końca świadomi wszystkiego,a ja zwłaszcza i po prostu mi głupio,że tak wyszło.Więc przepraszam za tą noc,z której nic nie pamiętam niestety.
Chłopak gdy rano się obudził długo musiał myśleć nad tym co się stało.Pamiętał,że podczas imprezy całował się z Joy,a potem poszli do jego pokoju,ale tu film mu się urwał.Gdy obudził się w swoim łóżku jedynie w bokserkach pomyślał,że coś mogło między nimi zajść,więc postanowił spytać dziewczynę o to.
-Właściwie nie możesz powiedzieć,że mnie wykorzystałeś,bo byłam wtedy jeszcze świadoma tego co robię,więc mogłam odmówić...
-I tak przepraszam,to nie powinno się tak skończyć.A co do Mary,nie przejmuj się nią,przejdzie jej...I jeszcze...wtedy kiedy przyszłaś powiedzieć że nie powinienem być z Marą ,zrobiłaś to bo...-Chłopak nie do końca wiedział jak ma skleić zdanie.
-Zrobiłam to,bo mi na tobie ciołku zależy i nie chcę żebyś przez nią cierpiał,ale ty najwyraźniej wolisz,żeby wciąż się ciebie o wszystko czepiała,więc nie wiem po co w ogóle...-w tym momencie Jerome przerwał jej złączając ich wargi,w krótkim,ale pełnym uczucia pocałunku.Brunetka początkowo zdziwiona była czynami blondyna,ale po chwili odwzajemniła pocałunek.
-Wiesz,od jakiegoś czasu zastanawiałem się co właściwie do ciebie czuję i teraz już chyba na pewno wiem,że to nie przyjaźń,to coś więcej.-Stwierdził po chwili milczenia.
-I nie mówisz tego,bo się nade mną litujesz?-Zapytała.
-Znasz mnie.Wiesz,że się nie lituję nad ludźmi.-Zaśmiał się,sprawiając tym samym,że na twarzy Joy również pojawił się mały prawie niezauważalny uśmiech.-Więc spróbujemy czy raczej powiesz mi ''spadaj z mojego życia,nie chcę cię widzieć''?
-Spróbujmy
-Super,a teraz jeśli mi wybaczysz udam się do kuchni po tabletki przeciwbólowe,bo łeb mi pęka.A co do naszej wspólnej nocy,musimy to kiedyś powtórzyć,chciałbym coś z tego pamiętać.-Powiedział z uśmieszkiem na twarzy,wstając z łózka,na którym do tej pory siedział i ruszył w stronę drzwi.
-Spadaj.-dziewczyna zaśmiała się i rzuciła w jego stronę zabójcze spojrzenie.

-Naprawdę nie wierzę,że tak myślisz.-Mruknęła Mara,gdy razem z Patricią wyszły z pokoju.
-Tak właśnie myślę,a ty zdecydowanie powinnaś o tym pomyśleć.
Potem obie w milczeniu pokonały schody i weszły do kuchni,gdzie zostały zasypane gradem pytań o co chodzi,bo rzeczywiście słychać ich kłótnię było w całym domu.
-Chcecie wiedzieć o co chodzi?Chodzi o to,że Joy przespała się z moim chłopakiem!-Krzyknęła Mara.
-On już nie jest twoim chłopakiem,to po pierwsze,a po drugie cały dom nie musi o tym wiedzieć.-Mruknęła Patricia.
-Maro błagam nie krzycz tak,głowa mnie boli.-Powiedział Fabian wchodząc ledwie żywy do kuchni.
-Ktoś tu ma słabą głowę,co nie Fabian.-Zażartował Alfie za co został obdarzony morderczym spojrzeniem od bruneta.
W pomieszczeniu zapadła długa cisza,która z każdą chwilą stawała się bardziej niezręczna aż w końcu przerwał ją Jerome,który właśnie do niego wszedł i skierował się w stronę szafki,w której Trudy trzymała wszystkie lekarstwa.
-Co tu taka cisza?
-Mała drama się rozpętała i teraz jest ten etap kiedy panuje cisza-Stwierdziła Bella
Po tych słowach nikt się nie odezwał.Tym razem panujący spokój przerwały dźwięki przychodzących wiadomości na telefon członków Sbuny.Była to wiadomość od Niny,mówiąca,że klub spotyka się za 10 minut u niej w pokoju,bo ma kilka ważnych informacji.Trójka przyjaciół zaraz po przeczytaniu informacji uprawiedliwili się ważnymi sprawami,które mieli do załatwienia i udali się do góry...

Zapraszam: http://you-change-my-life-ff.blogspot.com/
__________

Ej myślałam,że to będzie dłuższe ugh
W każdym razie jest rozdział i mam nadzieję,że niedługo pojawi się kolejny.
Tytuł jest wyrwany z piosenki ''Last Night'' The Vamps (polecam tą piosenkę jak i inne,i covery też mają niezłe)
Więc mam nadzieję,że się podobało i zostawicie pod rozdziałem jakąś opinię (za co byłabym wdzięczna,bo chciałabym wiedzieć co o tym myślicie i czy nie piszę tego na darmo.)
I w ogóle co powiecie żeby zmienić wygląd bloga hm?

Do następnego xx

And tell me what do ya think about Bella & Victoria
Ej mamy do tego jakiś ship name?

sobota, 20 września 2014

Rozdział 16-A little party never killed nobody

Rozdział jakby zawiera treści nieodpowiednie dla dzieci,więc jeśli odpychają cię treści homoseksualne/seksualne/wulgarne (?) po prostu nie czytaj tego.Serio mówię.

~Z perspektywy narratora~
-Ej,ziemia do Eddie'go!-Krzyknął Fabian zirytowany nieuwagą przyjaciela.
-Co?Świat się wali?-Spytał zdezorientowany
-Nie,ale w ogóle mnie nie słuchasz.
-Sorki,zamyśliłem się.
  Siedzieli właśnie na swoich łóżkach w pokoju.Brunet opowiadał Miller'owi o czymś zupełnie nie istotnym,a ten go nie słuchał.Był zamyślony.Co prawda od samego rana nie można było do niego dotrzeć,ale to co działo się z nim wieczorem było jeszcze gorsze.Nie mógł skupić się na niczym innym,poza swoimi rozmyślaniami na temat Sibuny i skarbu,bądź czegoś innego czego właśnie mieli szukać.Momentami Fabian chciał wysłać go do jakiegoś psychiatry,albo co najmniej Patricii,ale stwierdził,że to mogłoby tylko pogorszyć stan psychiczny Eddie'go.
-Co jest?-Zapytał Rutter
-Kogo widziałeś w śnie?-Spytał blondyn.
-Nie mam pojęcia.Nie znam tej osoby.A ty?Kogo widziałeś?
-Mojego ojca.
-Zagadka rozwiązana
-Co?
-No to wyjaśnia dlaczego chodzisz taki struty cały dzień.
-Aż tak widać?
-Tylko trochę...nie no dobra,bardzo.Ale czemu nie mówiłeś wcześniej,to może nam ułatwić całą sprawę.
-Serio?
-No oczywiście,ostatnio jakoś tak po naszej stronie jest,to może by powiedział gdzie ta sala czy coś takiego.
-Mów kim jesteś i co zrobiłeś z Fabianem kosmito
-Co?
-Gadasz zbyt chaotycznie jak na siebie.
-Kosmiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiciiiiiiiiiiiiiiiiii co!?-Alfie wpadł do pokoju.
-Co co?-Spytał Eddie
-To ja się pytam co!-Odpowiedział Lewis.
-Nic.
-No to skoro już tu jesteś Alfie to tu zostań,a ja idę po dziewczyny i zrobimy zebranie.-Zarządził Fabian.
-Nie rozumiem po co iść skoro można wysłać sms-a,ale skoro woli robić kilometry-Mruknął blondyn,a ciemnoskóry zaśmiał się.
   Kilka minut później cały klub siedział w pokoju chłopaków,a Rutter właśnie skończył opowiadać im o tym czego chwilę wcześniej dowiedział się od swojego współlokatora.
-Skoro tak to możemy iść do Sweeta,a on nam pomoże z zagadką.-Amber była podekscytowana.
-Nie koniecznie.Zapominacie,że kiedyś współpracował z Victorem.Nie wiemy czy teraz też nie są w zmowie,a ta cała pomoc nam jest po to żeby się czegoś dowiedzieć.-Zauważyła Patricia.
-Ludzie,co tu się dzieje?Mózgami się pozamienialiście czy co?-Spytał Eddie.
-Co?-Alfie jak zwykle nie orientował się w temacie,z resztą nikt się nie orientował.
-No,Fabian dzisiaj gada bez sensu,a jego zdania są zupełnie nie złożone...
-Za to twoje są dzisiaj wyjątkowo złożone.-Stwierdził wcześniej wspomniany.
-Taa,dzięks.W każdym razie,do ojca nie pójdziemy,ale kto nam zakaże przeszukać jego gabinet?
-Więc włamiemy mu się do gabinetu w środku nocy?Kuszące...-Stwierdziła Nina
-Ej,naprawdę co tu się dzisiaj dzieje?Wszyscy się zachowujecie jak nie wy-Odezwał się Eddie
-Victor zwołuje spotkanie w salonie,to podobno ważne,więc wszyscy macie tam być,zaraz-Do pokoju jak oparzony wpadł Jerome,a ulotnił się z niego równie szybko co pojawił.
-Dobra,potem to obgadamy,teraz idziemy zobaczyć czego ten stary zrzęda chce-Mruknęła Amber po czym wszyscy udali się do salonu.
Kilka minut później wszyscy mieszkańcy Anubisa siedzieli na kanapach w salonie,a woźny wraz z Trudy stali przed nimi gotowi by przemówić.
-Dyrektor Sweet zarządził jakieś niezmiernie ważne szkolenie w ten weekend na którym muszą być wszyscy pracownicy szkoły,łącznie ze mną i Trudy,więc zostaniecie sami na dwa dni,mam nadzieję,że nie rozwalicie domu,jesteście przecież dorosłymi ludźmi.Mam nadzieję,że dacie sobie radę.Wyjeżdżamy w piątek wieczorem,Trudy przygotuje wam jedzenia na te dni,więc nie musicie się niczym martwić.-Wygłosił krótką mowę Rodenmaar po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z salonu,a Trudy powróciła do kuchni by przygotować posiłek dla uczniów.
-Ludzie,ogłaszam ważne zebranie w moim pokoju,natychmiast.-Powiedział szeptem Clark.
Wszyscy z głośnymi jękami niezadowolenia podnieśli się z wygodnych kanap ustawionych w salonie i przenieśli się szybko do pokoju dwóch szkolnych błaznów czyli Alfie'go i Jerome'a.
-Więc czego chcesz Jerome?-Spytała Victoria gdy drzwi zostały zamknięte.
-Słyszeliście to?Victora i Trudy nie będzie cały weekend.Co wy na to żeby urządzić małą imprezkę,zaprosić ludzi ze szkoły i innych znajomych,kupić jakiś dobry alkohol i się zabawić,chociaż raz?-Zaproponował blondyn.
-Jesteś pewny Jerome,bo przecież...-Zaczął Fabian,ale mu przerwano.
-Wyluzuj Fabian,jesteśmy pełnoletni,mamy prawo się czasami zabawić,poza tym mała impreza jeszcze nikogo nie zabiła.-Powiedział wysoki chłopak,pomysłodawca całego przedsięwzięcia.
-On ma rację,szczególnie,że wszyscy nauczyciele i opiekunowie będą na tym szkoleniu,nawet nie ma opcji że nas przyłapią.-Dodał ciemnoskóry.
-No to jak wchodzicie?W sobotę od rana byśmy zaczęli wszystko organizować,a wieczorem byłaby impreza.Patricia,Eddie,Ambs jesteście ze mną prawda?-Spytał,a w odpowiedzi dostał skinięcia głowami od większości zebranych w pokoju.-Postanowione!
Chwilę jeszcze spędzili na omawianiu szeczegółów oraz tego kto za co będzie odpowiedzialny.Po skończonych cichych naradach na temat ich szalonego weekendu rozeszli się,a Amber nie czekała długo i zgarnęła wszystkie dziewczyny do swojego pokoju.
-Amber,co tu robimy?-Spytała Mara,która jak do tej pory nie wiele się odzywała.
-No jak to co?Impreza niedługo,trzeba wybrać stroje.-Powiedziała podekscytowana blondynka jakby to było coś bardzo oczywistego.
-Umm,Amber nie myślisz,że w tej sytuacji lepiej byłoby skorzystać raczej z mojej szafy?Nie sądzę żeby twoje sukienki nadały się na tego typu imprezę.-Powiedziała Patricia.
-Tak,masz rację.Mam nadzieję,że masz w swojej szafie jakieś niezłe rzeczy-Mruknęła trochę przygaszona.-No to idziemy!
Dziewczyny zmieniły pomieszczenia i teraz siedziały w pokoju należącym do Patricii i Joy.Rudowłosa otworzyła swoją szafę podczas gdy reszta rozsiadała się na łóżkach i zaczęła przeszukiwać ją w poszukiwaniu czegoś konkretnego.Kilka spódnic,spodni,sukienek.
-Amber?-Mruknęła pokazując jej obcisłą czerwoną sukienkę z koronką.
-Skąd ty bierzesz takie rzeczy?-Spytała zdziwiona Millington.
-Żebym to ja wiedziała...-Mruknęła i kontynuowała poszukiwania,czerwoną sukienkę wieszając na drzwiach szafy aby przypadkiem nie zaginęła w akcji.
-Tak właściwie,dlaczego sukienek szukamy dzisiaj skoro impreza jest za kilka dni?-Spytała Joy.
-Trzy dni,tylko trzy dni!A co jeśli nie znajdziemy sukienek dla nas wszystkich?Albo jeśli...-Blondynka zaczynała coraz więcej gadać,ale na szczęście Williamson jej przerwała.
-Co powiecie?-Pokazała im sukienkę wykonaną ze skóry na krótki rękaw,sięgającą mniej więcej do połowy ud i przylegającej ściśle do ciała.
-Naprawdę nie wiem czy chcę wiedzieć,ale spytam.Skąd ty masz taką kieckę w swojej szafie?!-Spytała zadziwiona Amber.
-Szczerze nie wiem,zdarza się,że rodzice kupują nam takie różne rzeczy,chociaż nie koniecznie w nich chodzimy.-Wytłumaczyła zapytana.
-Jak ty masz takie rzeczy w szafie to szukaj dalej.
-Joy,masz czarne rurki ze skóry prawda?-Spytała Patricia,a przyjaciółka odpowiedziała jej skinięciem.-Łap.-Rzuciła w nią jakąś bluzką,która jak się okazało była białym crop topem z namalowanym czarnym sercem.-Nie pytaj,to chyba mojej siostry,lub nie,nawet nie wiem.
Dziewczyna wciąż kontynuowała przeszukiwanie swojej szafy,a także szafy Mercer,w której jak się okazało również było kilka rzeczy nadających się na takie wydarzenia.
Tak więc wszystko skończyło się na tym,że Bella dostała czarną kloszowaną spódnicę ze skóry,a do tego jakąś białą bluzkę i skórzana kurtkę z rękawem 3/4,Victoria czarną materiałową sukienkę bez rękawów,Nina czarne rurki i tego samego koloru bluzkę,która posiadała krótki rękaw z prawej strony,natomiast z lewej było ramiączko,Mara natomiast postanowiła założyć czarne spodenki i zwykłą białą koszulkę,a do tego koszulę kratę,którą i tak miała zamiar przewiązać w pasie.
Tym sposobem szybko uporały się z dobraniem strojów,a przynajmniej poszlo szybcie niż z Amber.Każda z nich wzięła swój zestaw/sukienkę/cokolwiek i włożyła do własnej szafy...

Nim się wszyscy zorientowali był piątek wieczór co oznaczało wyjazd Victora i Trudy.Wszyscy mieszkańcy zebrali się na dole by pożegnać swoich opiekunów,a przynajmniej gospodynią,za którą rzeczywiście będą tęsknić,zwłaszcza Alfie.
-Pamiętajcie,żeby nie zrujnować tego domu,ma być w nienagannym stanie jak wrócę!-Warknął Rodenmaar przed wyjście.
-Trzymajcie się gwiazdki.-Powiedziała szybko Trudy i biorąc swoją walizkę poszła za Victorem do taksówki,która czekała na nich pod domem.
-Więc oto ogłaszam wszem i wobec,że zostaliśmy sami!-Krzyknął uradowany Jerome.-Gdzie listy i numery telefonów do ludzi ze szkoły?-Spytał.
Gdy znaleźli już poszukiwane listy podzielili się nimi i rozsiedli w salonie i jadalni pisząc sms'y do wielu ludzi ze szkoły i nie tylko.co prawda mogliby to zrobić już wcześniej,ale nie chcieli żeby przypadkiem cała ta wielka rzecz się nie wydała,więc zostawili powiadomienie wszystkich o imprezie na ostatnią chwilę.Wiele osób od razu odpisywało,że pojawi się,inni,że może przyjdą,a jeszcze inni,że na pewno nie pojawią się na imprezie stulecia,jak to określał ją Jerome Clarke.
Po rozesłaniu ''zaproszeń'' każdy udał się do swojego pokoju,bo jak się okazało było już późno,a wszyscy woleli porządnie się wyspać żeby mieć następnego dnia dużo chęci i energii do organizowania całego zamieszania jakie zaplanowali.
Rankiem,bardzo wczesnym rankiem,wszystkich obudził Jerome,który wchodził do każdego pokoju po kolei i krzyczał jak najgłośniej mógł żeby wszyscy wstawali,towarzyszyły temu głośnie jęki obudzonych,a także kilka poduszek rzuconych w blondyna jako kara za obudzenie o godzinie siódmej.Pomimo wielu protestów ze strony dosłownie każdego wszyscy pojawili się pół godziny później w jadalni przy o dziwo zastawionym stole,na którym znajdowało się śniadanie,a jeszcze dziwniejsze było to,że stało się to dzięki Jerome'owi.
Po posiłku wszyscy rozeszli się i zajęli tym co mieli do zrobienia.Nina,Victoria,Jerome,Alfie i Bella udali się do sklepu by kupić wszystko co potrzebne było im na wieczór.Reszta natomiast została w domu i starała się jak najlepiej przystosować wnętrze do imprezy,która miała odbyć się za kilka godzin.
-Przesuńcie stół pod okno.-Mruknęła Joy opierając się o ścianę obok pozostałej trójki dziewczyn.
-A wy co będziecie robić?-Spytał nie zbyt zadowolony Fabian
-Nadzorować oczywiście.-Odpowiedziała Patricia.-Tylko się nie zabijcie.Niewielki byłby z was pożytek gdybyście byli martwi.-Dodała gdy oboje zaczęli przesuwać stół w stronę okna.
-Jak miło wiedzieć,że chociaż mi nie życzysz śmierci.-Mruknął Eddie z nutką sarkazmu,a dziewczyna wywróciła tylko oczami.
Jeszcze przed powrotem drugiej grupy wszystkie meble w salonie poodsuwane były pod okna i ściany,tak aby na środku salonu i jadalni zrobić prowizoryczny parkiet.W kilku miejscach stanęły kule wypuszczające kolorowe światła,a w samym centrum ustawiono sprzęt grający,który załatwił Jerome nie wiadomo skąd.Gdy zakupy dotarły w końcu do Anubisa poustawiano przekąski,alkohole oraz napoje na stole.
Gdy wszystko było gotowe wszyscy udali się do pokoju aby się przebrać.
Dziewczyny oczywiście założyły to co wybrały kilka dni wcześniej,uzupełniając stylizacje bransoletkami,kolczykami,szpilkami,przeważnie czarnymi,jedynie w wypadku Amber były one czerwone,a także makijażem,który wykonany również był z myślą o imprezie,a nie wyjściu do kina.
Chłopcy natomiast nie zbyt długo głowiąc się nad swoim strojem wcisnęli się w zwykłe jeansy i pierwsze lepsze koszulki które znaleźli w szafie.

-Czego szukasz?-Spytał Fabian widząc,że jego współlokator wyraźnie szuka czegoś w szafie.
-Koszuli.
-Tej w kratę?
-Nie,w linie.-Odpowiedział z sarkazmem Miller.-Zresztą nie ważne,mam ją.-Powiedział zarzucając znalezioną część garderoby na białą koszulkę i podwijając jej rękawy.
Gotowi już wyszli z pokoju i udali się do salonu by spotkać ubranego w ciemne spodnie,białą koszulkę i czarną marynarkę Jerom'a i ubranego jak zwykle Alfie'go.
-Wiecie może gdzie dziewczyny?-Spytał ten pierwszy.
-Ej serio?Nie znasz dziewczyn?Jak dobrze pójdzie to za pół godziny się tu pojawią.-Stwierdził Eddie.
-Dobra geniusze,który wie jak dostać się do gabinetu Victora?-Spytała Joy,która właśnie weszła do salonu już ubrana.
-Po co chcesz wchodzić do gabinetu Victora?-Spytał Fabian.
-Gdyż są tam klucze do naszych pokoi.Przydałoby się je zamknąć żeby potem uniknąć sytuacji,że wchodzisz do pokoju i natrafiasz na jaką parę,która jest o krok od uprawiana przygodnego lub nie seksu.-Wytłumaczyła brunetka.
-Taa,ona ma racje.-Stwierdził Alfie.-Chyba nie chcę żeby ktoś na moim łóżku robił...nawet nie chcę wiedzieć co by robili.
-Więc Jerome?Jak dostać się do gabinetu?-Spytała,ale ten nie zwrócił na to uwagi,gdyż zbyt zajęty był lustrowaniem jej od stóp do głów o mało nie zaczynając się ślinić.-Jerome!
-Yy co?
-Gabinet Victora,jak tam wejść?
-Otworzyć drzwi-Powiedział pierwsze co mu przyszło do głowy.
-Dobra,nieważne.Masz wsuwkę,albo coś?-Spytał ją Eddie,a ta dała mu jedną ze wsuwek,którymi upięła włosy.
Chwilę później oboje byli już w gabinecie Victora i zabrali z niego klucze do pokoi po czym wyszli i zamknęli go z powrotem,tym razem zapasowym kluczem,który wzięli przy okazji z jego biurka.Po tym rozdzielili się i udali każde w swoją stronę.
Dokładnie dziesięć minut później wszyscy zebrali się na dole i pomimo,że do oficjalnego rozpoczęcia zostało jeszcze dobre pół godziny kilka lub raczej kilkanaście osób już znajdowało się w salonie i zaczynało się bawić.Mieszkańcy domu Anubisa swoją zabawę postanowili rozpocząć od niewielkich drinków i wzniesienia między sobą toastu za udaną imprezę.Z chwili na chwilę ludzi przybywało i wszyscy doskonale się bawili.
Dochodziła dopiero 21 a już było kilka osób,które zdążyły już wypić może nawet trochę zbyt wiele,między nimi był Jerome Clarke,który postanowił zapić wszystkie swoje smutki i zmartwienia.Reszta mieszkańców piła z umiarem lub prawie w ogóle.Na kanapach natomiast zauważyć można było pierwsze pary,które bez skrupułów całowały się a także obmacywały,a towarzystwo wielu innych ludzi ani trochę im nie przeszkadzało.

-Jerome!Wytłumacz mi kto tu zaprosił Danielle!-Pisnęła zezłoszczona Amber,gdy zobaczyła skąpo ubraną szatynkę przechodzącą przez prób salonu.
-Co?Nie wiem,nikt-chłopak nie do końca orientował się o co chodzi blondynce.
-Ugh nie ważne.-Mruknęła i poszła szukać Alfie'go.
Wysoki chłopak rozejrzał się po salonie i gdy spostrzegł swoją przyjaciółkę zmierzającą w nieznanym mu kierunku bez zastanowienia ruszył za nią,a gdy ją dogonił złapał za nadgarstek.
-Chodź,musimy pogadać.-Mruknął i pociągnął ją na dwór.
Usiedli na murku przed domem.Panowała tam prawie idealna cisza,więc dało się normalnie porozmawiać.
-Ślicznie wyglądasz.-Zauważył Clarke.
-Co?-Patricia była wyraźnie zdziwiona tym co powiedział chłopak.
-Jestem beznadziejny!-Mruknął.-Najpierw straciłem Marę,nawet nie wiem jak mam ją odzyskać,ba nawet nie wiem czy chcę ją odzyskać,bo może nie chcę...Joy mówiła,że ona nie jest teraz taka sama i chyba nawet ma rację,może to z nią powinienem teraz być.-Dziewczyna zupełnie nie wiedziała co ma w tej sytuacji zrobić.Jej przyjaciel wyraźnie bełkotał o jakichś bzdurach i chyba sam do końca nie zdawał sobie prawy z tego co mówi.-Wiesz co?Kiedyś,na początku pierwszej klasy gdy się poznaliśmy bujałem się w tobie.-Zatkało ją.Zawsze traktowała go jak przyjaciela,a on jej nagle wyskakuje z tekstem,że lubił ją bardziej niż koleżankę.-Może to było głupie,ale bujałem się w tobie całą pierwszą klasę i próbowałem wieli sposobów by się do ciebie zbliżyć,a ty zawsze uważałaś mnie za przyjaciela,tylko.Dobrze,że mi minęło...-Przez chwilę milczał,a Williamson nie miała zielonego pojęcia co mogłaby powiedzieć,to była naprawdę niezręczna sytuacja.-Twoje oczy wyglądają ślicznie w świetle księżyca.-Po wypowiedzeniu tych słów przybliżył się do oniemiałej dziewczyny na niebezpiecznie małą odległość,a ich wargi dzieliły tylko centymetry.Z sekundy na sekundę byli coraz bliżej aż w końcu jego ciepłe wargi musnęły delikatnie wargi zszokowanej Patricii.
Rudowłosa otrząsnęła się jednak szybko i bez słowa wstała i odeszła szybkim krokiem do domu zostawiając blondyna samego ze swoimi myślami.Udała się do salonu i w celu odreagowania sytuacji sprzed chwili w towarzystwie Belli,która pojawiła się obok nie znikąd wypiła kolejnego tego wieczoru drinka.Po chwili obie rozdzieliły się ponownie,Bella udała się do Victorii siedzącej samotnie na kanapie,natomiast Patricia wzrokiem odnalazła Eddie'go i ruszyła w kierunku chłopaka.Krótką chwilę później oboje opierali się o blat kuchenny.
-Jerry'emu już chyba odwala.-Mruknął Miller widząc przyjaciela przystawiającego się do jakiejś dziewczyny z innego domu.
-Za dużo wypił-Stwierdziła.
Odwróciła głowę z powrotem w kierunku Eddie'go i napotkała jego wzrok.Patrzył na nią uważnie przez chwilę po czym przyciągnął ją do siebie gwałtownie obejmując w talii i wbił się w jej usta.Nie protestowała,wręcz przeciwnie,chciała zapomnieć o incydencie z Clark'iem i pocałunkiem,a to wyraźnie jej w tym pomagało.Objęła rękami jego szyją zmniejszając dzielącą ich odległość do minimum.Przez dłuższą chwilę po prostu się całowali,jak zwykle.Lecz potem coś się zmieniło.Całowali się bardziej namiętnie,chłopak oblizał językiem jej dolną wargę prosząc o wejście,które oczywiście otrzymał.Pogłębili pocałunek,a ich języki toczyły walkę.Przerywali tylko na krótkie i płytkie wdechy,a gdy w końcu się od siebie oderwali ich oddechy były nierówne,a tętno przyspieszone.Blondyn odgarnął włosy z jej ramienia po czym pochylił się do szyi dziewczyny i zaczął ją delikatnie ssać oraz przygryzać.Rudowłosa przymknęła powieki oddając się przyjemności.Gdy blondyn skończył już swoje dzieło dmuchnął w nie jeszcze chłodnym powietrzem i uśmiechnął się do siebie usatysfakcjonowany i po raz kolejny tego dnia przyciągnął dziewczynę do namiętnego pocałunku.Ponownie znaleźli się bardzo blisko siebie.

Podczas gdy ta dwójka nie zdawała sobie sprawy z istnienia innych ludzi wiele się działo dookoła.
-Hej co jest?-Spytała Bella podchodząc do siedzącej samotnie Victorii.
-Nic.-Mruknęła w odpowiedzi.
-Gdyby nic ci nie było nie siedziałaby tu sama z miną dziecka,któremu zabrano ulubioną zabawkę.
-Genialne porównanie
-Nieważne,powiesz mi co się stało?
-Chcesz wiedzieć tak?!
-Tak
W odpowiedzi Victoria po prostu pocałowała przyjaciółkę,nie mając innego pomysłu jak przekazać jej,że od długiego czasu brunetka podoba jej się jako dziewczyna i za każdym razem gdy przy niej jest czuje się inaczej,lepiej.Nie rozumiała tego uczucia,ale jednocześnie podobało jej się to.Za każdym razem gdy znajdowały się blisko,robiły coś razem czuła motylki w brzuchu.
-Co?-Bella była zdezorientowana zaistniałą sytuacją,nie wiedziała nawet co ma powiedzieć,zrobić.Co prawda nie przeszkadzało jej to co właśnie się stało,podobało jej się to,ale czuła się zagubiona.Przez chwilę panowała między nimi niezręczna cisza,żadna z nich nie wiedziała co powiedzieć.
-Ja...przepraszam,nie powinnam tego robić.-W końcu odezwała się Victoria zażenowana.
-Nie masz za co przepraszać.-Odpowiedziała Parker prawie szeptem.
-Ja po prostu,nie wiem,po prostu czuję coś do ciebie i ja chyba,no jestem lesbijką,no tyle.Chyba lepiej będzie jeśli pójdę.-Wyjąkała Martin i chciała wstać z kanapy,ale przyjaciółka ją powstrzymała.
-Nie jest w porządku,to mnie po prostu zdziwiło i w sumie to nie jest tak,że mam cię gdzieś,bo chyba też cię lubię,więc...-Dziewczyna postanowiła podzielić się tym co myślała.Nie była co prawda pewna czy naprawdę coś czuje do swojej przyjaciółki,ale była gotowa spróbować.
-Ale co inni powiedzą?
-Obchodzi cię to?-Po tych słowach Bella pocałowała krótko Victorię prosto w usta.
-Czyli od teraz jesteśmy jakby...razem?

Jerome lawirował zwinnie między nastolatkami tańczącymi w salonie,alkohol w jego organizmie sprawił,że pomimo iż nie umiał dobrze tańczyć robił to nie przejmując się zupełnie tym co pomyślą o nim znajomi.Co chwila tańczył z inną dziewczyną,szukając tej odpowiedniej,która będzie potrafiła oderwać jego myśli od Mary,do której już nie chciał wrócić,przynajmniej tak mu się wtenczas zdawało.Nie wiedział czego chce,wiedział jedynie,że szuka w tym tłumie jednej dziewczyny,która go zrozumie.Podszedł do brunetki tańczącej w rytm muzyki i złapał ją w talii od tyłu.Ta odwróciła się.Była to Joy,ta sama,która kilka dni temu mówiła mu,że nie powinien być z Marą,ta sama na której widok kilka godzin wcześniej zaczął się prawie ślinić.Gdy tylko zobaczył jej oczy uśmiechnął się,co ona odwzajemniła.W tym momencie wiedział,jej szukał,przy niej czuł się szczęśliwy i mógł być sobą.Dziewczyna położyła swoje dłonie na jego ramionach,zaczęli razem tańczyć.Jedna piosenka przerodziła się w dwie,a dwie w pięć.Przy szóstej z kolei piosence,która na ich nieszczęście lub szczęście była wolna chłopak pochylił się składając delikatny pocałunek na ustach Mercer,a ona niewiele myśląc przysunęła się bliżej i zaczęła oddawać kolejne pocałunki.Blondyn oderwał się od jej miękkich ust tylko po to by zejść z pocałunkami na jej szyję.Muskał delikatnie jej szyję,dekolt,a palcami zataczał małe kółka na odkrytej,rozgrzanej skórze jej pleców.
 -Pragnę cię,teraz.-Wyszeptał do ucha dziewczyny,a ona straciła głowę.Nie myślała rozsądnie.Dała się ponieść emocjom.Pocałowała go namiętnie.-Twój pokój czy mój?-Spytał przerywając pocałunek.
-Twój-Odpowiedziała i pociągnęła go za rękę do jego pokoju,który on szybko otworzył po czym wraz z dziewczyną wszedł do środka i ponownie zamknął by nikt im nie przeszkodził.Rzucił kluczyk na biurko i przycisnął brunetkę do najbliższej ściany ponownie zaczynając ją całować z pasją i namiętnością.Przerwał wykonywaną wcześniej czynność i szybko pozbył się bluzki dziewczyny następnie muskając subtelnie jej szyję,dekolt,ramiona.Brunetka nie zastanawiała się długo i również szybko ograbiła przyjaciela z górnej części garderoby.Nie minęło wiele czasu i oboje zupełnie nadzy leżeli na łóżku chłopaka obdarowując się kolejnymi pocałunkami,a ich ubrania porozrzucane były po całym pokoju.Błądziła dłońmi po jego torsie podczas gdy on zostawiał na jej szyi ślady po sobie.
-Jesteś piękna wiesz?-Mruknął blondyn nie kryjąc zadowolenia w swoim głosie,które pojawiło się nie wiadomo skąd.Jedyną odpowiedzią jaką uzyskał był długi pocałunek,którym obdarzyła go dziewczyna.
Chwilę później chłopak bez żadnego ostrzeżenia wszedł w nią,na co ona jęknęła cicho...
Ich wspólna noc pełna była pięknych chwil,a oni cieszyli się sobą jak nigdy dotąd nie zauważając że mogło zniszczyć to ich przyjaźń,którą udało im się zbudować...

-Więc ty jesteś tutaj tym mądrym tak?-Spytała szatynka Fabiana.
-Tak na to wygląda.-Stwierdził.
-Zawsze kręcili mnie mądrzy chłopcy.-Mruknęła cicho Danielle,na co brunet posłał jej dziwne spojrzenie.-Nie,spokojnie,nie mam zamiaru cię podrywać.Po prostu,sama nawet nie wiem czemu to powiedziałam.Ale tak na marginesie zazdroszczę twojej dziewczynie,że ma przy sobie taki mózg.
-Fabian możemy pogadać?-Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się obok nich Nina.
Blondynka i Rutter odeszli kawałek i znaleźli w miarę możliwości ciche miejsce,w którym względnie dało się porozmawiać.
-Więc?
-Co to miało być?-Spytała dziewczyna ostro.
-O co ci chodzi?
-Nie udawaj,że nie wiesz!O te twoje flirty z Danielle.
-Moje flirty z...co?My po prostu rozmawialiśmy.-Wytłumaczył chłopak.
-Jeszcze śmiesz kłamać?Dlaczego?
-Dlaczego co?-Fabian zupełnie nie rozumiał o co Ninie w tej chwili chodziło,ale nie oszukujmy się,zapewne żaden człowiek by nie zrozumiał.
-Och,mam cię dość!Z nami koniec!Tak,tak będzie najlepiej!Możesz sobie wracać do tej zdziry!

-Więc Jack,skąd właściwie jesteś?-Spytała ciemnowłosa blondyna siedzącego obok niej na schodach przed domem Anubisa.
-Manchaster.-Odpowiedział.
Mara siedziała właśnie na zewnątrz z Jack'iem Nickolsem z domu Izydy i zapoznawali się.Nigdy wcześniej nie mieli do tego okazji,a okazało się iż mają wiele wspólnych zainteresowań.Jednym z nich była chemia,do której chłopak również miał zamiłowanie,a jeszcze innym czytanie.
-Czemu ja cię wcześniej nie poznałam.-Spytała samą siebie Jaffray.
-Nie wiem.Czemu?
-Takiego chłopaka ze świecą szukać,naprawdę.-Stwierdziła patrząc w niebieskie tęczówki chłopaka,w których dosłownie można było utonąć.
-Więc taka dziewczyna jak ty nigdy nie spotkała takiego chłopaka jak ja?Niemożliwe.
-co masz na myśli?
-Jesteś niesamowitą osobą Maro,dziwię się,że nie masz chłopaka.Piękna,mądra.-Brunetka zarumieniła się słysząc jego słowa.Nikt nigdy nie mówił do nie w ten sposób.
-Dziękuję.-Szepnęła.
Blondyn zaśmiał się widząc zmieszanie na twarzy dziewczyny.
-I urocza.-Dodał jeszcze.
Spędzili kilka minut w ciszy,nie tej niezręcznej,raczej tej,gdzie nie trzeba słów by się zrozumieć,wymieniając ukradkowe spojrzenia w swoją stronę.Byli sobą zauroczeni,ciężko było tego nie zauważyć.Po pewnym czasie ich spojrzenia się skrzyżowały,a oni oboje w tym samym czasie uśmiechnęli się do siebie.Ich twarze zaczęły się zbliżać,dzieliły je jedynie milimetry i nawet nie wiedzieć kiedy ich usta połączyły się ze sobą w krótkim aczkolwiek namiętnym pocałunku.Oboje podczas tego krótkiego zbliżenia czuli coś jakby ogień wewnątrz swoich ciał i ciężko było im uwierzyć,że spowodowane było to tylko krótkim pocałunkiem...

WAŻNA NOTKA-PRZECZYTAJ,PROSZĘ,TO NAPRAWDĘ WAŻNE!

Hej!To ja!
Pamiętacie mnie jeszcze.Ta szurnięta blondynka,które bez uprzedzenia olała wszystko i wszystkich?
no cóż,więc przepraszam,bardzo,bardzo was przepraszam za tą moją meeeeega długą nieobecność.W ogóle jest tu ktoś jeszcze?W każdym razie,wiem nie wynagrodzę wam tego niczym,ale mogę wam obiecać,że spróbuję się postarać dodawać coś częściej,co będzie trudne zważając na to,że ciągle mam sprawdziany i lekcje codziennie do 15:20,ale zobaczymy,spróbuję znaleźć jakąś chwilę na pisanie.
Ale wiecie.Jest osoba,której dziękować na kolana powinniśmy za mój napływ weny,wsparcie psychiczne dla mnie i poprawienie mi humoru kiedy tego potrzebowałam i za sprawienie,że wena mi napłynęła i wyszło to.No cóż,nie zadaję się z normalnymi ludźmi,dlatego wyszedł taki właśnie rozdział.Wiem,że pewnie są tu osoby,którym nie podoba się ten rozdział ze względu na treści itd,itp,ale akurat taki mi wpadł do głowy pomysł,a Łucja aka osoba wyżej już wspomniana nakręciła mnie do napisania tego.Ale dziękuję!Nie dałabym rady tego napisać bez ciebie.I dziękuję za bycie moim osobistym konsultantem przy pisaniu rozdziału.I hej ludzie wszyscy którzy jeszcze to czytają!
Ten rozdział dedykuję mojej kochanej Łucji za to całe wsparcie duchowe dla mnie itd
O hej,miałam tu dodać jeszcze,że tak wiem,jestem zboczona,przyznaję się,ale proszę nie wysyłajcie mnie do psychiatryka!
No to teraz taka mini reklama.Założyłam nowego bloga,na którym również piszę opowiadanie(znaczy nwm czy mam je pisać,bo nikt nie czyta so) i chcę wam dać link żebyście wpadli i ocenili,więc jeśli lubicie The Vamps(bo o nich będzie to opowiadanie) lub nawet nie (możecie to traktować po prostu jako kolejne opowiadanie mojego autorstwa tylko,że już nie o tda) zapraszam na you-change-my-life-ff.blogspot.com
Liczę na wasze opinie w komentarzach i tu i tam.Proszę,naprawdę to ważne dla mnie
+ nie wiem jeszcze co z resztą moich blogów i czy będę je prowadzić ale będę nad tym myśleć.
++spadam spać,bo jutro muszę do kościółka po podpisik iśc,bo bierzmowanie w tym roku.
+++wiecie gdzie znajdę spis wszystkich imion które mogę wybrać przy bierzmowaniu?

Papa
Liczę na komentarze
Wyraźnie inna/względnie po prostu Natalia,bo zmieniłam już tą nazwę c'nie

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 15-Wizje


Hej,hej,hej
No dobra,to chyba będzie ostatni rozdział na blogu skoro chyba nikt go nie czyta.Komentarzy tyle co kot napłakał i ja nie wiem teraz czy pisać dla Was dalej czy porzucić to i zająć się życiem.
Ale tymczasem napisałam rozdział,więc czytajcie:



   ~Z perspektywy narratora~
   Williamson siedziała w pokoju i zastanawiała się czy nie powstrzymać przyjaciółki,ale stwierdziła,że to bezcelowo więc zajęła się swoimi sprawami.Tymczasem Joy zdeterminowana i pewna siebie ruszyła do pokoju Jerom'a żeby mu wygarnąć co o nim myśli,kolejny raz.Dziewczyna miała szczęście,bo blondyn akurat był sam w pokoju więc miała szansa powiedzieć wszystko co myśli i nie martwić się,że Alfie słyszy wszystko co mówi.
   Brunetka stanęła przed drzwiami do pokoju Clark'a i zapukała.Chłopak myślał,że to Mara,więc bez wachania podchodzi do drzwi o otwiera je.Zdziwił się bardzo widząc w progu swoją przyjaciółkę,chociaż teraz to już chyba nie do końca...
 -Joy,jeśli chcesz znowu na mnie wrzeszczeć to...-Nie dokończył,bo dziewczyna przerwała mu wchodząc do pokoju i zaczynając mówić co jej ślina na jeżyk przyniesie.Blondyn zamknął drzwi i tylko słuchał.
 -Wiesz,miałam taki zamiar,ale jakoś teraz nie przychodzi mi do głowy jak mam cię skutecznie obrazić,żebyś zrozumiał jakim idiotą jesteś.-Zaczęła spokojnie dziewczyna.-Powiem więc tylko tyle,że Mara nie jest taka jak ty myślisz.Chciała mnie wykorzystać żeby się na Tobie zemścić.To nie ta sama dziewczyna co jakiś rok temu.Pomyśl o tym.Musiałeś się przed nią płaszczyć żeby Ci wybaczyła,a ty dajesz jej sobą poniewierać.Przemyśl to-Kończy i odchodzi.
   Chłopak jakiś czas zastanawia się nad słowami Mercer,ale po chwili zaprzestaje i rzuca się na łóżko i myśli o tym,że dawno razem z Alfie'm nie zrobił żadnego dobrego kawału Victorowi.Wymyśla,że możnaby było zaplanować coś naprawdę genialnego,nagrać i wrzucić do internetu.Te rozmyślania sprawiają,że blondyn szybko zapomina o niedawnej wizycie Joy.
   Tymczasem Sibuna zwołała pilne zebranie.Powód zebrania jest błachy,ale nie można go lekceważyć.Spotkanie zostało zwołane przez Fabiana.Chłopak wybrał się do biblioteki w celu szukania nowych informacji.Przeszukując książki nie znalazł nic.Tracąc już nadzieję wziął z półki ostatnią książkę,która mogłaby go naprowadzić na ślad sali lustrzanej,a z niej wypadło zdjęcie.Co prawda nie mówiło ono zbyt wiele.Był na nim jakiś niewielki budynek porośnięty bluszczem,ale to tylko pozory,bo gdy dokładniej się przyjrzeć to otwarte drzwi są bardzo intrygujące.Za tymi drzwiami widać lustra,bez wątpienia to są lustra.Widać w nich odbicie ściany lasu,a także dwóch ludzi.Jeden z dwojga mężczyzn na zdjęciu bez wątpienia jest autorem fotografi znalezionej przez bruneta w jednej z wielu ksiąg w bibliotece Frobisherów.Kim jednak była druga postać?Do końca żadne z nich nie wiedziało,ale było z tym człowieku coś przerażającego i złowrogiego.Możnaby było wręcz powiedzieć,że od tego mężczyzny emanuowało zło,ciemność i żądza krwi.Wszyscy to wyczuwali choć to było tylko zwykłe zdjęcie.Dlaczego?Pewnie dlatego,że on trzymał nóż,duży,błyszczący nóż,a sam miał wzrok,który mówi ''zbliż się o krok,a po Tobie''.
 -Dobra,o co chodzi?-Spytała Amber z wyraźnym strachem w głosie.
 -Nie mam pojęcia-Powiedział Fabian,który jako jedyny zachował spokój,bo był już zaznajomiony z fotografią.
 -Może to jakiś strażnik.-Zaproponowała Patricia.
 -Co?-Nikt nie rozumiał co dziewczynie chodzi po głowie.
 -Może tylko wybrani mogą wejść do tej lustranej sali,a ten facet chroni tego miejsca przed niepowołanymi gośćmi.Może to zdjęcie ma ostrzec każdego kto odważy się dotrzeć do tego miejsca,że jeśli tam pójdzie zginie.-Wyjaśniła.
 -To ma sens.Ale czy ty sugerujesz,że nie powinniśmy tam iść?-Po chwili zastanowienia odezwał się Rutter.
 -No właśnie chodzi o to,że powinniśmy,ale tylko my.Przez te wizje.Nie powinniśmy narażać reszty.-Odpowiedziała dziewczyna.
 -Tak,chyba tak.Ale najpierw i tak musimy się dowiedzieć gdzie znaleźć to miejsce.-Wtrąciła Nina.
 -I nie mamy nikogo kto by nas naprowadził na ślad tego miejsca.-Stwierdził pesymistycznie Miller.
 -A może mamy?-Stwierdziła Patricia.-Pamiętacie ludzi z wizji?Może właśnie oni wiedzą gdzie znajduje się to miejsce.
 -Ej mówi kim jesteś i co zrobiłaś z moją dziewczyną.-Zwrócił się do niej Eddie.
 -Co?
 -Zbyt mądrze gadasz,jak nie ty.
 -Ej o tym sobie później podyskutujecie-Upomniała ich Amber.
 -Mów kim jesteś i co zrobiłaś z Amber.Przecież ty nigdy tak nie mówisz.-Powiedział do blondynki Alfie.
 -Ej ludzie.Wróćmy do głównego tematu.-Wtraciła się Joy.-Jak chcesz się dowiedzieć od tych ludzi gdzie jest to miejsce skoro nawet nie wiecie kim oni są,gdzie ich szukać i tak dalej...
 -Autosugestia!-Wykrzyknął Fabian jakby właśnie go olśniło,no w sumie to tak właśnie było.
 -Co?-Wszyscy spytali jednocześnie.
 -Po prostu położymy się spać cały czas myśląc o tym,że chcemy dowiedzieć się gdzie jest Lustrzana Sala oraz,że chcemy poznać ludzi ze snu.Może pojawili by się w naszym śnie,albo przynajmniej sny naprowadziły by nas na gdzie szukać tego miejsca.-Objaśnił Fabian.
 -To postanowione,tak zrobimy,a tymczasem zebranie uważam za zakończone.Sibuna!-Zakończyła Martin.
 -Sibuna!
   Potem wszyscy rozeszli się do swoich pokoi i zachowywali się jak gdyby nigdy nic.Jedyną osobą,którą coś trapiło,była Joy.Brunetka usiłowała zrozumieć dlaczego tak ją boli to,że Mara i Jerome znowu są razem.Na początku próbowała sobie wmawiać,że to przez to jaka jest teraz Mara,ale wkrótce stwierdziła,ze już sama w to nie wierzy.
 -Jak myślisz,czemu przeszkadza mi,że Mara i Jerome znowu są razem?-Spytała Patricię.
 -Joy to chyba proste.Zakochałaś się w nim.-Odpowiedziała bez zastanowienia Williamson.Ona już od dawna widziała,że jej przyjaciółka zaczyna czuć coś do Clark'a
 -Myślisz?-Mercer nie chciała wierzyć w słowa najlepszej przyjaciółki.
 -Tak Joy.To widać.Widać jak patrzysz na niego kiedy jest z Marą,a nawet bez niej.Musisz to przed samą sobą przyznać,że on Ci się podoba.
 -Może masz rację.-Stwierdziła Joy.
 -Nie może tylko napewno.-Powiedziała jej Williamson.
 
   Wieczór.Pora spać.Sibuna przygotowuje się psychicznie na to co mogą zobaczyć w snach.Kładą się do łóżka,cały czas myśląc o tym,że chcą wiedzieć gdzie jest sala lustrzana.Zasnęli.Joy,Amber,Alfie-im tak naprawdę nic nie grozi.Oni nie będą musieli zmagać się z niebezpiecznymi snami,pułapkami,Lustrzaną Salą.Najgorzej tutaj mają Wybrańcy-ci,którzy mają misję do wypełnienia.Większą część drogi będą musieli przejść sami,szkoda,że jeszcze o tym nie wiedzą.Liczą na to,że mimo iż wyruszą we czwórkę będą mieli w sobie wsparcie.Nikt ich jednak nie poinformował jak bardzo się mylą.
   Ciemność,ciemność,jedna wielka ciemność.To jest sen.Sen czwórki wybrańców,którzy chcą dowiedzieć się jak trafić do lustranej sali.Nic nie widzieli,nic nie słyszeli,do pewnego momentu,w którym ujrzeli snop jaskrawego światła,z którego wyłoniła się postać.Każdy zobaczył w śnie inną osobę,wybrańca z poprzedniego pokolenia,ale wszyscy mówili praktycznie to samo,poza przedstawieniem się,to u każdego było inne.
 -Witaj.Więc chcesz się dowiedzieć gdzie jest Lustrzana Sala?Mogę Ci powiedzieć,ale najpierw muszę Cię ostrzec,że możesz nie przeżyć tej podróży.Droga usiana jest pułapkami,a niektóre z nich są wręcz śmiertelne.Sami ledwie przeszliśmy tą drogę.Na pocieszenie powiem tylko,że jeśli jesteś Wybrańcem,uda ci się dotrzeć do sali,a potem droga tam będzie już prosta i spokojnie będziesz mogła/mógł tam iść nie przejmując się pułapkami.Jeśli jesteś pewna/pewien,że chcesz wyruszyć w tą niebezpieczną podróż to idź w stronę wielkiej polany w środku lasu na zachodzie miasta,tam znajdziesz budynek pokryty bluszczem,a w nim Salę Lustrzaną.-Powiedzieli ludzie z wizji i zniknęli.Ponownie zapadła ciemność.

   Poranek.Noc minęła spokojnie.Sibuna w swoich snach nie widziała nic strasznego.Jednak kiedy obudzili się i przypomnieli sobie słowa ludzi,którzy objawili im się we śnie,dopadło ich przerażenie.Śmiertelne pułapki.Te dwa słowa.To właśnie to,co w tym wszystkim było najgorsze.
   Pora śniadania.Wszyscy zebrali się w jadalni i jedli w spokoju i ciszy.Było wręcz zbyt cicho.Jerome myślał wciąż nad słowami,które Joy wypowiedziała poprzedniego dnia,Sibuna rozmyślała nad snami,cała Sibuna,bo pozostała trójka dowiedziała już się o treści snów,Mara zastanawiała się czemu Jerome nic nie mówi,Bella i Victoria,zaczęły przejmować się milczeniem swoich przyjaciół i próbowały wpaść na jakiś trop,który pomógł by im w ustaleniu co trapi resztę towarzystwa.Tak właśnie minęło śniadanie.W zupełnej ciszy,aż niepokojącej.
   Każdy zapewne zastanawia się kto pojawił się w snach czwórki przyjaciół z Anubisa.Nina widziała Sarę czym była naprawdę zadziwiona,bo staruszka nigdy nie wspomniała o Sali Lustrzanej ani o niczym takim.Patricia i Fabian,ta dwójka widziała ludzi zupełnie sobie nie znanym,więc niestety trudno określić kim byli.Natomiast Eddie,on miał najgorzej.Cały dzień zastanawiał się kogo widział w śnie,no właściwie to wiedział kim była ta osoba,ale zastanawiał się dlaczego dowiedział się o tym dopiero w tej chwili,a nie wcześniej.Chłopak chciał wiedzieć dlaczego ukrywał przed nim te informacje.Osobą,którą spotkał Miller w śnie był jego własny ojciec,dyrektor Sweet,który jakimś dziwnym trafem niedawno zaczął być po stronie Sibuny,a nie Victora...Szkoda tylko,że nikt nie wiedział dlaczego to robił...



Miło by było gdybyście skomentowali c'nie,bo ja już serio nwm czy ktoś to czyta.
Ja wiem,że te moje rozdziały nie są jakieś za specjalne,ale możecie chociaż pokazać że to czytacie,powiedzieć co źle czy coś.
Możecie se nawet po mnie jeździć,ale przynajmniej będę wiedziała,że czytacie to i wam się nie podoba

Wyraźnie inna

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 14-Lustrzana sala


Hej,hej!
Wita Was Wyraźnie Inna uzależniona od piosenki ''Can we dance'' która pomogła w pisaniu rozdziału.Hahah nie miał kto mnie natchnąć więc się uzależniłam od tej piosenki i tadaa mamy rozdział xD
No to ten,nwm na razie kiedy pojawią się rozdziały na innych blogach,bo na Different History na razie nic się nie pojawia,bo jakoś tak nie ma kiedy pisać,znaczy ja mam kiedy pisać,ale nie mogę wyłapać momentu kiedy Patricia Miller będzie na gg i ze mną łaskawie popisze rozdział,a na Peddie-my story muszę przemyśleć co napisać w rozdziale,bo kurde,no nwm.Tak więc wybaczcie,ale ja nie mam pojęcia czy zrobić to co chciałam czy nie,bo straciłam przekonanie do tej sceny no i kurczę się rozpisałam,no przynajmniej gdzieś mogę,bo twitter nie chce dodac znaków do tweetów xD
No to tego rozdzialik,taki se jakiś tam wyszedł:


~Z perspektywy narratora~
 -No mów!-Zażądała od razu Amber.Blondynka miała już dość piwnicy,książek,kurzu i ogromnej nudy,na którą była narażona spędzając czas w gabinecie Frobishera.
 -Daj mi się najpierw doczytać!-Powiedział brunet i usilnie próbował doczytać się zamazanych już trochę liter z książki,którą trzymał właśnie w rękach.
 -Długo jeszcze-Spytała Millington zniecierpliwiona po minucie oczekiwania.
 -Amber,jeszcze chwila.-Odpowiedział spokojnie Rutter i po chwili przeczytał wszystko co mogło być istotne dla Sibuny.-Więc sala lustrzana jest jakby granicą między dwoma światami,między światem który znamy,a światem który jest dla nas czymś niewiarygodnym.Światem tych,którzy cierpią.Tylko wybrani mogą ocalić świat od zagłady spowodowaną tym co dzieje się po drugiej stronie luster.Jeśli wybrańcy nie zdążą na czas świat pogrąży się w wiecznej ciemności.Aby definitywnie zniszczyć złą siłę panującą za lustrami należy lustrzaną salę zniszczyć i nikomu nie pozwolić tych luster naprawić...I tu strona jest urwana.-Zakończył chłopak swoją wypowiedź.
 -Żadną mapką znając życie Frobisher nas nie zaszczycił prawda?-Spytała Nina.
 -Niestety nie.
 -Ok,czyli mamy zniszczyć salę,która nie wiadomo gdzie jest.Zero logiki.-Stwierdził Eddie.
 -Poza tym,to co tu jest nie ma sensu.Mamy zapobiec złu,i zniszczyć lustra,więc po co w snach widzieliśmy ludzi,którzy przez te idiotyczne lustra przechodzili?A tak w ogóle to Frobisher mógł chociaż powiedzieć ile mamy czasu na uratowanie tego świata.No chyba że liczył na to,że jakiś duch się pojawi i nam to powie.-Mówiła jak najęta Patricia.
 -Wiesz,może i miał-Zaczął Alfie.
 -Czekaj sugerujesz,że coś tu się zaraz pojawi?-Spytała
 -Pojawi,Pojawiło,Nie odwracaj się.-Odpowiedział ciemnoskóry przerażonym głosem.Dziewczyna jednak nie posłuchała i odwróciła się.Kilka kroków od siebie zobaczyła czarną postać wokół której unosiła się ciemna mgła.
   Cała Sibuna stanęła twarzą w twarz ze zjawą,która pojawiła się w gabinecie krótko po tym jak Fabian przeczytał o sali lustrzanej,a Sibuna zaczęła zadawać pytania.
 -Więc chcecie wiedzieć gdzie jest Lustrzana Sala i ile macie czasu?-Spytała zjawa o dziwo bardzo miłym i spokojnym głosem.Nikt nie ukrywał zdziwienia tym faktem,bo w końcu zjawa ta wyglądała jak jakiś straszny upiór,natomiast jej głos był taki przyjacielski jakby ta osoba była aniołem.
 -yy no tak jakby chcemy...-Odpowiedziała nieśmiało Joy.
 -Nie mogę Wam powiedzieć gdzie znaleźć Lustrzaną salę,ale mogę Wam powiedzieć ile czasu macie.Na Wasze szczęście czas macie aż do nadejścia wiosny.Mam nadzieję,że sobie poradzicie...-Powiedział duch po czym zaczął powoli znikać,jednak nagle znowu pojawił się przed nimi wyraźny.-I podpowiem Wam jeszcze,że mapę będzie łatwo znaleźć jeśli będziecie wiedzieli gdzie szukać.A szukać należy w miejscu gdzie znajdują się informacje na każdy temat.Ufajcie swoim zmysłom.Wierzę w Was.-Po powiedzeniu tych słów zjawa zniknęła na dobre.
 -No to przynajmniej mamy odpowiedź na jedno pytanie.-Stwierdził optymistycznie Fabian.
 -Przynajmniej coś wiemy.Ale teraz trzeba się zastanowić gdzie znaleźć mapę.-Odpowiedziała Nina.
 -A możemy się nad tym zastanawiać u góry?-Zapytała Amber.
 -No własnie.Głodny jestem.-Dodał Alfie.
 -Alfie,niedawno był obiad.-Powiedziała do ciemnoskórego Nina z pobłażliwością.
 -Taa niedawno,3 godziny temu.-Zauważyła trafnie Patricia.
 -Dobra,nie ma co.Idziemy do góry.-Zarządził Rutter i jako pierwszy ruszył ku wyjściu z piwnicy.
   Kiedy już wrócili do głównego holu domu Anubisa wspólnie postanowili,że nie ma sensu dłuższe zebranie Sibuny,więc wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.

   Niewiele czasu pozostało do kolacji,więc większość mieszkańców domu Anubisa było już w jadalni i czekało aż Trudy poda jedzenie na stół.
 -Ej,wie ktoś gdzie jest Jerome?-Spytał Alfie wchodząc do salonu.
 -Pewnie z Marą,jej też nigdzie nie ma.-Odpowiedziała mu Bella.
 -Taa,pewnie tak.Ej szczerze.Już mnie to wkurza.Odkąd do siebie wrócili Jerome ciągle mnie olewa,zwyczajnie ma głęboko gdzieś wszystko co mówię.Jest tylko Mara to,Mara tamto...-Stwierdził ciemnoskóry.-Wyobraźcie sobie,że dzisiaj proponowałem mu żebyśmy zrobili jakiś niesamowity kawał Victorowi albo Sweetowi,a on na to,że nie ma czasu i może kiedy indziej coś zrobimy.Rozumiecie!?On odmówił robienia dowcipów!-Bulwersował się Lewis.
 -Ej a może jest chory?-Stwierdziła Patricia.
 -Na co?Na Marozachwytozę?-Zażartowała Victoria.
   Po tych słowach wszyscy zaczęli sobie żartować z Jerom'a i Mary.Zaczęli ich udawać i naśmiewać się z wielu rzeczy.Ogólnie chodziło im o to,że ten związek jest taki sztuczny,Mara wykorzystuje Jerome'a,a on jest w nią wpatrzony.Jednego tylko żadne z nich nie wiedziało.Jerome stał za drzwiami salonu i wszystko słyszał.Słyszał każdy żart,każde słowo...Postanowił,że nie będzie tego wysłuchiwać i wpadł wściekły do salonu.
 -No nie wierzę.Nie ma mnie pół godziny,a wy od razu zaczynacie mnie obgadywać!?I to mają być przyjaciele?O co Wam wszystkim w ogóle chodzi!-Jerome był wzburzony,niemal krzyczał.
 -O to,że Mara Cie poniża ciołku!Nie widzisz tego?!Robisz wszystko o co ona poprosi!Czy jeśli kazałaby Ci skoczyć z mostu zrobiłbyś to?Jestem pewna,że tak.Widzisz,prawda jest taka,że ona Cię wykorzystuję i zrozum to wreszcie!-Joy postanowiła powiedzieć,to co tłumiła w sobie odkąd dowiedziała się,że Jerome i Mara wrócili do siebie.
 -Co?-Jerome nie do końca rozumiał co dziewczyna ma na myśli.
 -Jerome,ona ma rację.Ty robisz wszystko co chce Mara,a nie myślisz w ogóle o sobie,ani o nas,o swoich przyjaciołach!-Dodał Alfie,kładąc nacisk na słowa ''swoich przyjaciołach''.
 -Co wy mówicie?Wcale tak nie jest!-Zaprzeczył blondyn i wyszedł z salonu,po czym udał się do swojego pokoju.
 -Nie myślicie,że przegieliście?-Zapytała ich Bella.Ta to zawsze się o wszystko martwi.Taka jej natura,miła dla wszystkich.
 -Nie,ani trochę.-Odpowiedzieli Alfie i Joy jednocześnie.
 -Powinien wreszcie zrozumieć w co się wpakował.-Stwierdziła Patricia.
 -Kolacja!-Nagle usłyszeli głos gospodyni,więc wszyscy przerwali tą rozmowę,usiedli do stołu i zaczęli jeść.
 -Trudy,wiem,że mówiłem Ci to już tysiąc razy,ale genialnie gotujesz!-Powiedział zachwycony Alfie.
 -Żeby tylko tysiąc razy.-Zaśmiała się Trudy.-A tak właściwie to gdzie jest Jerome?-Spytała.
 -Obraził się i poszedł do pokoju.-Odpowiedziała Victoria.
 -Może po niego pójdę?
 -Lepiej nie.Ma zbyt wielkiego focha.-Odradził opiekunce Alfie.
 -Skoro tak mówisz.-Trudy skapitulowała.
   Po kolacji wszyscy wrócili do swoich pokoi żeby zająć się swoimi sprawami.
 -Nie myślisz,że może trochę za bardzo po nim pojechałam?-spytała Joy przyjaciółkę.
 -Za bardzo?Raczej o wiele za mało.-Taką odpowiedź otrzymała Mercer od Patricii.
 -Serio?
 -Tak.To idiota i trzeba mu pokazać,że tak jest,bo inaczej zawsze już tak będzie.Gdyby nie wyszedł tak szybki z salonu sama bym mu jeszcze trochę pocisnęła.
   Joy nagle wstała z łóżka,na którym do tej pory siedziała i ruszyła w stronę drzwi.
 -Gdzie idziesz?-Spytała Williamson.
 -Pogadać z tym idiotą-Odpowiedziała brunetka i wyszła z pokoju.
 -Nie wiem czy to taki dobry pomysł-Powiedziała sobie w  myślach Patricia.


no i tak właśnie kończy się ten rozdział.W międzyczasie kiedy go pisałam znalazłam nowe uzależnienie,a jest nim piosenka ''Wild heart''
No i taka sprawa.Jak przy tym rozdziale też będzie tak mało komentarzy to poważnie zastanowię się nad sensem dalszego prowadzenia tego bloga.Tak więc proszę o komentarze,nawet jeśli mają być negatywne.Chcę poznać Waszą opinię i zobaczyć czy ktoś to coś w ogóle czyta.
Ej a teraz z innej beczki.Słyszeliście o tym nowym serialu na nickelodeon ''Hotel 13''?Ja tam stwierdzam że to tak jakby kopia TdA,mam nawet dowodziki.Tajemny pokój=strych (jak jest zapowiedź tak podobnie przestrzeń w okół wygląda),6 przyjaciół odkrywających sekrety=Sibuna.Obejrzę se jeden odcinek hitlerowskiego serialu żeby zobaczyć sb co to wgl jest,ale nic nie pobije TdA,to jest pewne.
A teraz to kończę notkę,bo pewnie wszyscy zanudzeni.
Więc:

Papa xx
Wyraźnie inna♥

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 13

  

Hej,hej,hej!
No co tam?Napisałam rozdział!Ale nie liczcie na to,że pojawi się też coś na innych blogach,no chyba,że jeszcze dzisiaj mi się uda,bo jutro uczę się na biologię.Bo nasza mądra pani wymyśliła sprawdzian w poniedziałek,zaraz po weekendzie.A co tam.
Wgl to jaram się nowym wyglądem bloga.Nwm czemu,ale mi się podoba.A wam?Podoba się?
No to kończę gadkę i czytajcie!


   ~Z perspektywy narratora~
 -Sama nie wiem dlaczego to powiedziałam.-Wyznała Joy kiedy zwierzała się przyjaciółce wieczorem.
 -Bo to prawda Joy.Mnie raczej zastanawia dlaczego Jerome.Ty go przecież nigdy nie lubiłaś.-Odpowiedziała jej Williamson.
 -No wiem,ale teraz jest jakoś inaczej...-Stwierdziła brunetka.
 -taa,ale zastanów się zanim...-Zaczęła Patricia,ale przerwała,ponieważ do pokoju wszedł Jerome.
 -Wspaniale,że jesteście obie.Muszę z Wami pogadać.-Powiedział.
   Blondyn wyglądał na szczęśliwego.Jaki był tego powód?Tego obie jeszcze tego nie wiedziały,ale dzieliły ich tylko sekundy by się dowiedzieć.
 -Więc?-Postanowiła zacząć Mercer widząc,że chłopak milczy.
 -Więc ja i Mara znowu jesteśmy razem.Byłem u niej,pogadaliśmy i się pogodziliśmy.-Powiedział uradowany.-I Joy dzięki za pomoc i w ogóle,no wiesz...-Dodał jeszcze i wyszedł z pokoju przyjaciółek.


   I rzeczywiście,kilka chwil wcześniej Jerome Clarke postanowił zapomnieć o swoim ego i poszedł do swojej byłej dziewczyny porozmawiać.Zaczął ją przepraszać,błagać...Jednym słowem poniżył się przed Marą,a ona tego właśnie chciała.To był właśnie ten powód,dla którego znowu była z blondynem.Patrząc na to z perspektywy czasu,dziewczyna niesamowicie się zmieniła.Teraz pragnęła zwyczajnie by przyznawano jej rację,niczego więcej.Dawniej to ona by poszła porozmawiać z Jerome'm,a nie czekała aż on się przed nią poniży,dawniej była dla wszystkich miła,a kilka chwil przed przyjściem Jerom'a do jej pokoju chciała się na nim mścić.Nie oszukujmy się,to już nie była ta sama dziewczyna...


   Joy po usłyszeniu wieści Jerom'a nie wiedziała co ma zrobić.Chciała,próbowała cieszyć się jego szczęściem,ale nie wychodziło jej to za nic w świecie.W duchu cieszyła się,że blondyn tak szybko wyszedł z pokoju,bo nie wiedziałaby jak ma się przy nim zachowywać.W tej chwili przynajmniej była z przyjaciółką i mogła zachowywać się naturalnie i nie udawać,że cieszy się z tego,że Jerome i Mara do siebie wrócili.Brunetka nie mogła z siebie wydusić nawet słowa.Walnęła się tylko na łóżko i w głowie zadawała sobie pytanie ''dlaczego?''.
 -Joy,wszystko w porządku?-Spytała ją zmartwiona przyjaciółka
 -Yhym-Mruknęła tylko.
 -Na pewno?
 -Nie...
   Joy w tej chwili dopiero zrozumiała,że zależy jej na tym,aby Jerome miał odpowiednią dziewczynę i był szczęśliwy,a nie cierpiał,bo Mara z nim zrywa z byle powodu.Taka prawda.Dziewczyna wiedziała,że tak jest tylko wcześniej nie chciała tego przyjąć do wiadomości,teraz zaakceptowała tą myśl i wiedziała również,że ten chłopak nie jest już dla niej wrogiem,ani nawet znajomym,był kimś o wiele więcej.Można nawet powiedzieć,że przyjacielem,tyle tylko,że on sam o tym nie wiedział.Joy zebrała się żeby powiedzieć to wszystko przyjaciółce.I tak właśnie zrobiła.
 -Joy myślę,że dość już nowości na dziś.Chodźmy może spać?-Zaproponowała Patricia gdyż widziała,że jej przyjaciółka coraz bardziej jest przygnębiona.
 -Jasne,to dobry pomysł.-Stwierdziła Mercer.
   Obie przebrane w piżamy poszły do łóżek(tak wiem jak to brzmi).Patricia zasnęła szybko,ale Joy nie poszło to tak szybko.Wierciła się na łóżku,przekręcała z boku na bok,odkrywała,zakrywała i chyba do trzeciej w nocy nie mogła zasnąć.Ciągle rozmyślała nad poprzednim dniem.Po długim czasie,ale w końcu zasnęła.Nie spała jednak zbyt dobrze,jej sen był niespokojny.

   Rano obudziła się wcześnie.Nie była wyspana,ale musiała się ogarnąć i iść do szkoły.Tak zrobiła,poszła do łazienki i przygotowała się do szkoły.Gdy wróciła do pokoju jej przyjaciółka już nie spała.
 -Hej.I jak tam?-Spytała zmartwiona.
 -Źle,prawie nie spałam.-Odpowiedziała.-Myślisz,że ja mogę coś do niego czuć?-Spytała po chwili.
 -Nie chcę nic mówić,ale to możliwe.-Odpowiedziała Williamson.
   Około pół godziny później przyszła pora na śniadanie.Obie zeszły na dół i usiadły przy stole.Byli tam już prawie wszyscy.Śmiali się i żartowali.Podczas posiłku było niezwykle zabawnie,ale tylko do czasu.Kiedy do jadalni weszły dwie ostatnie osoby,których do tej pory brakowało zrobiło się mniej przyjemnie.Do pokoju weszli Mara i Jerome.Olewali to,że wszyscy jedzą i przytulali się,całowali,w skrócie zachowywali się jak para.
 -Hej,nie przy ludziach!-Zaczął drzeć ryja Alfie.(Jak ja kocham ten tekst)
 -O co Ci chodzi?-Spytał Clark.
 -O Was!-Powiedział wskazując palcem na parę.
 -Weź się zapchaj tym jedzeniem.-Warknął na przyjaciela Jerome.
 -A Tobie znowu o co chodzi?!-Tym razem to Joy zabrała głos.
 -A o co ma mi chodzić?!-Odpowiedział jej pytaniem na pytanie Clarke.
 -Kiedyś sam byś krzyczał,że romantyczne scenki Ci obrzydzają jedzenie,a teraz sam je tworzysz.-Dziewczyna powiedziała to co myślała.
   Chłopak nic sobie z tego nie robił.Miłość zupełnie go zaślepiła.Joy chciałaby wiedzieć co on w niej widzi,ale postanowiła sobie darować dalszą wymianę zdań z blondynem.
   Droga do szkoły wyglądała dokładnie tak samo jak zawsze.Sibuna trzymająca się razem i omawiająca zagadkę,którą muszą rozwiązać,a nawet nie wiedzą od czego zacząć.Postanowili więc,że zaczną coś robić i po lekcjach pójdą do gabinetu Frobisher'a i poszukają czegokolwiek w książkach.Na tym skończyli obrady gdyż właśnie dotarli do szkoły i udali się do swoich szafek.
   Tymczasem Mara i Jerome szli razem do szkoły zupełnie nie przejmując się niczym.Liczyli się tylko oni,nikt więcej.Rozmawiali jak gdyby nigdy nic.Zachowywali sie tak jakby parą byli od zawsze.Na szczęście Joy tego nie widziała,bo wtedy by chyba nie wytrzymała...

   W szkole było nudno.Nic się ogólnie nie działo poza sprawdzianem z francuskiego i dziwnych wybryków Alfie'go na zajęciach teatralnych.Ciemnoskróry zaczął prezentować kosmitę,po czym przestraszył się sam siebie i uciekł z płaczem.

   W domu Anubisa obiad minął całkiem spokojnie pomijając fakt,że wszystkich bulwersowało zachowanie Mary i Jerom'a.Joy już wychodziła z siebie,ale próbowała nic nie okazywać.
  W końcu po obiedzie Sibuna tak jak ustaliła udała się do piwnicy i do tajnego gabinetu Roberta.Szukali dwie godziny i nic,ale w końcu Fabian znalazł coś co mogło być jakąś wskazówką.
 -Hej,tu jest coś o sali lustrzanej...-Zaczął i zrobił dramatyczną pauzę

I jak się podoba?Bo mi szczerze mówiąc nie bardzo.No ale cóż.Nie mi oceniać jak wyszło.
Piszcie opinie w komach.

Papa <333
Wyraźnie inna

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wróciłam!Rozdział 12-''Mara nie zasługuje na Jerom'a''

  
Siemeczka kosmici moi kochani!A może są wśród nas jacyś zoombie?
Hahaha wróciłam!Ktos się cieszy?
Ogólnie to za to,że wróciłam dziękujcie mojemu łóżku,na którym zawsze mam jakieś pomysły.Więc wyszlo dzisiaj na to,że napisałam cały rozdział w mega szybkim tempie.No to czytajcie:

 ~Z perspektywy narratora~
   Poranek w domu Anubisa,z jednej strony nerwowy,a z drugiej bardzo spokojny.Amber jak co dzień czesała swoje włosy siedząc przed lustrem i rozmawiając ze swoją przyjaciółką.Co prawda Nina miała już trochę dość tej rozmowy,ktora w sumie była jednym,długim i niekończącym się monologiem Amber,a na jej szczęście do pokoju wpadła Patricia.
 -Nino,musimy pogadać.-Rzuciła.
   Wybrana od razu domyśliła się o co chodzi i obie wyszły z pokoju.
 -Więc ty też miałaś ten sen?-Spytała.
 -Sen?Po prostu sen?Jak ty możesz mówić o tym tak spokojnie?-Brunetka była oburzona.
 -No wiesz,to nie było aż takie straszne...-Zaczęła blondynka,ale Patricia brutalnie jej przerwała.
 -Nie było aż takie straszne?Cierpiący ludzie nie są dla Ciebie straszni?-Buntowniczka była zbulwersowana zachowaniem przyjaciółki.
 -Chwila co?Ludzie?-Wybrana natomiast była zdezorientowana.
 -No tak.Ty ich nie widziałaś?-Dziewczyna dopiero teraz się trochę uspokoiła.
 -Nie,w moim snie były tylko jęki i inne odgłosy cierpienia,żadnych cierpiących ludzi.-Powiedziała spokojnie Nina.-Dobra,potem o tym pogadamy.Teraz chodźmy na śniadanie.
   Na tym skończyła się ich rozmowa i obie się rozeszły.

  Na śniadaniu panował całkowity spokój,nawet Alfie i Jerome byli wyjątkowo cicho.To bardzo dziwiło opiekunkę domu,ale o nic nie  pytała,bo wiedziała,że jej podopieczni mają czasami takie dni milczenia,myślała,że to jeden z nich.Jednak bardzi się myliła.Cicho było tylko dlatego,że każdy,no prawie każdy miał powód do zmartwień.Jerome zrozumiał,że kocha Marę i chce do niej wrócić,lecz nie będzie to proste,Joy natomiast zauważyła,że zaczyna lubić Jerom'a,co było bardzo dziwne,bo zazwyczaj się nienawidzili.Nina,Fabian,Patricia i Eddie nadal myśleli nad snem,który mieli,Alfie zastanawiał się czy nie zaprosić Amber na randkę.Tak racja,to nie do końca zmartwienie,ale dla miłośnika kosmitów było.Amber rozpaczała,bo skończył jej się lakier do paznokci.A reszta?Reszta po prostu nie wiedziała co powiedzieć i jak zacząć rozmowę.Wszyscy więc siedzieli w ciszy.
   Kiedy wybiła 9 wszyscy ruszyli do szkoły.Nina w międzyczasie zdążyła dać znać Sibunie,że idą razem do szkoły,bo mają coś do omówienia.I tak się stało,klub szedł razem do szkoły.Nina opowiedziała Amber,Alfie'mu i Joy o co chodzi.Podczas drogi do szkoły wszyscy zaczęli zastanawiać się co to może oznaczać,ale nikt nic sensownego nie wymyślił,nawet Fabian.Alfie stwierdził,że kosmici mieszają im w umysłach,ale wszyscy wiedzą,że ta teza była bezpodstawna.
   Gdy doszli do szkoły,rozdzielili się i każdy udał się w stronę swojej szafki.
 -Musimy pogadać.-Powiedziała Joy do Patrici kiedy obie zmierzały w kierunku ich szafek.
 -O czym?-Patricia była conajmniej zdziwiona tym,że Joy chciała z nią o czyms rozmawiać,a z tonu jej głosu wynikało na to,że chodzi o coś ważnego.
 -To nie jest rozmowa na szkolny korytarz,chodźmy do sali teatralnej.-Poprosiła brunetka.
   Tak jak chciała Mercer dziewczyny udały się do sali teatralnej i usiadły na scenie.
 -Więc?O co chodzi?-Zaczęła rozmowę Williamson.
 -Bo widzisz ja pomagam Jerom'owi w wymyśleniu planu jak pogodzić się z Marą,ale zaczynam mieć co do tego wątpliwości.-Wyznała onieśmielona dziewczyna.
 -Konkretnie?
 -Chodzi o to,że według mnie Mara nie zasługuje na Jerom'a,bo w końcu on chciał jej wytłumaczyć o co chodziło z tym wszystkim,a ona go nie słuchała.Ona chce żeby on ją na kolanach błagał o wybaczenie,a ten głupek jest gotów się poniżyć żeby ją odzyskać.
 -Chcesz powiedzieć,że nie chcesz żeby oni byli razem?-Spytała Patricia przyjaciółkę,a ta nieśmiało pokiwała głową twierdząco.-Joy,czy ty przypadkiem nie zaczynasz lubić Jerom'a?
 -Co nie?!-Szybko zaprzeczyła,ale Patricia i tak dostrzegła prawdę.
 -Coś ci nie wierzę.
 -No dobra,tak zaczynam go lubić.I nienawidzę siebie za to...Tylko błagam,nie mów o naszej rozmowie Marze,bo mnie znienawidzi.
 -Spoko.To zostanie między nami.
   Po skończeniu rozmowy obie poszły do sali,w której miały mieć lekcję.Usiadły razem w ławce i zaczęły rozmawiać o głupotach jak gdyby rozmowa,którą niedawno zakończyły w ogóle nie miała miejsca.
   Chwilę później do sali weszła nauczycielka i zaczęła się nudna lekcja.
   Po skończeniu zajęć uczniowie udali się do domu.Na obiedzie wszyscy zachowywali się w miarę normalnie i rozmawiali ze sobą.Było dosyć przyjemnie i nawet zabawnie.
   Po posiłku każdy udał się do swojego pokoju,a to niestety przyniosło małe spięcie.Otóż Mara poprosiła Joy aby ta przyszła do jej pokoju.I tak się stało.Joy i Mara spotkały się w pokoju tej drugiej.
 -Musisz mi pomóc.-Powiedziała brunetka.
 -W czym?
 -Chodzi o Jerom'a.Chce się na nim zemścić za to co mi zrobił,a ty mi pomożesz.
 -Maro,tylko jest taki mały problem.On Ci nic nie zrobił!To Danielle go pocałowała,nie on ją,a ty robisz z tego wielką aferę.Nie dałaś mu tego wyjaśnić i to,że już nie jesteście razem to tylko i wyłącznie Twoja wina.Nie pomogę Ci.-Wyrzuciła z siebie Mercer i wyszła z pokoju Mary.
   Joy w drodze do swojego pokoju zastanawiała się dlaczego właśnie tak postąpiła i co ona czuje do Jerom'a,natomiast Mara zastanawiała się nad słowami przyjaciółki,chociaż w sumie to już nie wiedziała czy nadal nią jest.Obie jednak nie wiedziały co myśleć...


I jak się podoba?
Bardzo Was przepraszam,że taki jakiś krótki,beznadziejny itd.
No i przepraszam za dłuuuuugą nieobecność.Ale obiecuję,że się poprawię.Komentujcie xD

Pa<3
Wyraźnie inna♥

wtorek, 24 grudnia 2013

Merry Christmas everybody!

Hej,hej,hej!
Co do tego,że nie pisałam baaardzo długo to baaaaaardzo przepraszam,ale nie miałam na to czasu.Rozdział się jeszcze w tym roku powinien pojawic,ale jak będzie to nie wiem.Tymczasem mam dla Was  notkę dotyczącą świąt.
Otóż jak wiecie moim zwyczajem jest składać na blogu moim czytelnikom
życzenia i tak też robię w tym roku.Żadnej świątecznej historyjki w tym roku
 nie piszę,bo z pewnością nawet gdybym miała na to czas nie znalazłabym
żadnego innego pomysłu jak to co napisałam w zeszłym roku.Jeśli jest tu
ktoś ''nowy'' kto nie czytał zeszłorocznej historyjki,w której nawet Pat
 poczuła magię świąt to zapraszam tu:❄Kliknij❄
Tak więc skoro już skończyłam ten wstęp to chcę Wam złożyć życzenia:

Z okazji tych Świąt Bożego Narodzenia chcę Wam wszystkim życzyć Wszystkiego Najlepszego,spełnienia marzeń,dużo pieniędzy,dobrego jedzenia na Wigilii,dużo prezentów pod choinką,dla tych,którzy nie znaleźli jeszcze swojej miłości,aby znaleźli tego jedynego/tą jedyną i byli szczęśliwi,a dla tych którzy już znaleźli swoją miłość szczęścia i wytrwałości,a także wspólnej przyszłości.Życzę Wam również żebyście się nie przejedli dzisiaj i nie ''umierali'' jak ja w zeszłym roku 

To były takie życzenia wymyślane na poczekaniu,przeze mnie,a co jak co,ale życzeń to ja nie umiem wymyślać.

A teraz żeby podchwycić trochę świątecznej atmosfery prezentuję Wam kilka piosenek świątecznych,które mi się podobają.Może Wam też się spodobają.















  

















Ogólnie to ja bym tego nie uznała za świąteczną piosenkę,bo to Christmas można zamienić na np. Monday i wyjdzie na to samo,ale wszyscy ją kojarzą ze swiętami i ja w sumie też.Jest Last Christmas,idą święta xD











Szczerze,nie słuchałam tej piosenki do końca,bo nie wpadła mi jakoś w ucho,ale ją wstawiam,bo może komuś z Was się podoba
























No więc chciałabym coś jeszcze napisać,ale w sumie nie wiem co.W sumie to może sobie pogadamy o zwyczajach wigilijnych co?Jak mówicie?Haha i tak nie macie nic do gadania,bo zaraz się rozpiszę pewnie xD
No to tak:
Czy u Was w domu też zawsze jest miejsce dla ''zbłąkanego wędrowca''?Gdyby kiedyś ktoś przyszedł.
Wiecie co jest w święta najgorsze?Dzielenie się opłatkiem,nigdy nie wiem co powiedzieć.Wy też?No bo Wam wiem co powiedzieć i w ogóle,ale co ja mam powiedzieć mojej mamie,która ciągle ma do mnie o coś pretensje?
Ale nie przejmujmy się tym co złe.Zacznijmy żyć tym co dobre.
Wiecie już co dostaniecie pod choinkę?
Ja wiem.Nawet wczoraj pomagałam babci rozdzielać cukierki xD
Poza tym to dostanę bluzę i ''Zmierzch''.Kochany tatuś :*
A od mojej drugiej babci,która jest ''kochana'' (ta załóżmy,tak naprawdę to ona mnie nie lubi) dostanę książkę o 1D.Hahah genialnie!
A wy?Pochwalicie się co dostaniecie jeśli już wiecie?
Wiecie co Wam powiem?Boję się wyjść z pokoju,bo w całym domu rybą pachnie.Babcia rybę po grecku robi(główny przysmak każdych świąt).
Hmm chyba pora kończyć tą notkę,bo muszę jeszcze moje włosy ogarnąć.Muszę je umyć,wysuszyć i wgl.I wgl to siebie muszę ogarnąć.
Wieczorem będę umierać,więc zapraszam na pogrzeb xD.

Tak na zakończenie,mam jeszcze dla Was kartkę z życzeniami,znalezionymi w necie xD



Ach no i jeszcze,chcę Wam życzyć spotkania z naszymi ulubieńcami.

To wszystko jeśli chodzi o tą notkę.

Wyraźnie inna ♥

niedziela, 3 listopada 2013

...

Hej
Dzisiaj bez rozdział•u.
Mam lenia,brak weny,przepracowanie i ciągły brak czasu xD
Dlatego nic nie ma

Chcę Wam jednak coś dzisiaj zakomunikować.Tutaj może póki co nic się nie pojawi,ale założyłam se nowego bloga.Nie jest on z opowiadaniami(chociaż kto wie.może coś nie związanego z tda będzie się tam pojawiać).Ten blog jest głównie o mnie.Jeśli chcecie mnie poznać i wgl to wbijać tu: http://my-life-myproblems.blogspot.com/

Mam nadzieję,że będziecie wchodzić na tamtego bloga xD

Pa<3

sobota, 7 września 2013

Mega notka jako rekompensata,czyli rozdział 11-''No wiesz.Można by Cię było uznać za pół-Amerykankę.'' i coś tam co niektórzy może czytali



Witajcie ludzie z Ziemi i Marsa!A specjalne powitanie dla tych z Jowisz!
Lol odwala mi już!
No więc hej.hej!
Co tam?Jak tam?I wgl
Wgl to jak szkoła?U mnie masakra,bo jak muszę patrzeć na mordy niektórych to rzygać mi się chce.Jedyny plus chodzenia do sql to wymiana z Ukrainą *.*.10 dni wolnego od patrzenia na tą bande debili.Ooo już się doczekać nie mogę.To jak się pewnie domyślacie oznacza,że zawieszę na ten czas bloga.Od 8 października na pewno,a czy wcześniej to nwm bo możliwe,że nawet od 27 września już.
Ale pomijając to to wybaczcie mi,że długo nie pisałam,ale byłam na wakacjach,potem odpływ weny,potem chwilowy dołek,potem lenienie się,potem szkoła i znowu odpływ weny.No,ale wreszcie coś napisałam.
Coś co miało być bardzo poetyckie,a zapewne wyszło do kitu.No to nie przynudzam.Czytajcie:



   ~Z perspektywy narratora~
   Noc ku niezadowoleniu członków Sibuny minęła nadzwyczaj spokojnie.Tak zgadza się,gang Scooby'ego,jak to mówi Jerome,nie był zadowolony ze spokoju nocy gdyż chcieli wreszcie wiedzieć co mają robić i gdzie iść.Niestety nie zawsze jest tak jakby się chciało.
   Rano na śniadaniu cała siódemka była jakaś posępna.Nic nie jedli,nic nie mówili...zastanawiali się.Zastanawiali się co może stać się jeśli nie znajdą tego czego szukają,choć wciąż nie wiedzą co to jest.
   Po śniadaniu jak zawsze udali się na lekcje.Pierwszą mieli historię.Nie cieszył ich ten fakt,ale zmuszeni byli do obecności na lekcji.Kolejna chemia,po chemi jeszcze coś,potem długa przerwa,zajęcia z gry aktorkiej,które tym razem obyły się bez zbędnych problemów,po lekcji z panem Winkler'em mieli jeszcze dwie lekcje,a potem uradowani wrócili do domu.Był piątek,więc nie musieli odrabiać lekcji.Postanowili wykorzystać wolne popołudnie na swoje własne sprawy i problemy.
   Na obiedzie wszyscy pojawili się dość szybko.Było to zapewne spowodowane brakiem jakichkolwiek zajęć.Trudy podała wiele przysmaków na stół i wróciła do kuchni robić ciasto,co jednak nie było proste zważając na obecność w jadalni Alfie'go,który wprost uwielbia ciasto czekoladowe,a takowe gospodyni właśnie miała zamiar upiec.
   Podczas obiadu panował ogromny hałas gdyż wszyscy sprzeczali się.Postanowili,że wszyscy razem gdzieś pójdą,ale nie mogli się zdecydować gdzie.Amber wpadła na ''genialny' pomysł żeby pojechać na plażę.Wszystkim ten pomysł odpowiadał,ale niestety nie mogli go zrealizować gdyż było już zbyt zimno na wypady nad morze czy chociażby nad jezioro.Jerome wpadł na pomysł żeby iść do wesołego miasteczka,ale ten pomysł również był nie na miejscu,bo było już za zimno na takie zabawy.W końcu wyszło na to,że nic nie wymyślili i rozeszli się do swoich pokoi.
   Nuda,nuda i jeszcze raz nuda.To było dokładnie to co robili uczniowie z domu Anubisa.Nudzili się.Na dworze zrobiło się zimno,więc nikt nie chciał porzucać ciepłego domu dla mroźnego powietrza i silnego wiatru na zewnątrz.
   Blondynka zebrała wszystkie dziewczyny w swoim pokoju i godzinami im opowiadała o makijażu,sukienkach,topach,spodniach,spódnicach,fryzurach i innych modowych bzdetach.Nawet nie zauwaźyła kiedy większość przyjaciółek przestała jej słuchać i zaczęła pisać sms-y ze sobą.Po godzinie jednak to się zmieniło gdyż połowa dziewczyn zasnęła.Żadna z nich nawet nie przypuszczała,że gadanina Amber może być aż taka nudna,a jednak.
 -Dziewczyny!-Wrzasnęła zbulwersowana blondynka,gdy zobaczyła,że te są pogrążone w głębokim śnie.Było to tak głośno,że wszystkie zaraz migiem zerwały się na równe nogi.
 -Sorki Amber.-Powiedziała Nina drapiąc się po głowie zakłopotana.-Trochę nam się przysnęło
   Blondynka zmroziła wzrokiem każdą po kolei.
 -Oj no Amber....-zaczęła buntowniczka Patricia.-Daj spokój.Nie nasza wina,że twój wykład był usypiający.
   Na te słowa dziewczyna oburzyła się jeszcze bardziej.
 -Usypiający!?-Powtórzyła z krzykiem,na co rudowłosa wzruszyła ramionami.Reszta przysłuchiwała się ich wymianie zdań z zaciekawieniem.
 -No co?Nie każdy uwielbia ciuchy,buty,torebki i inne bzdury. 
 -Bzdury!?-Blondynka znów krzyknęła,za to Patricia zdała sobie sprawę z tego,że nieźle się teraz wkopała.
 -A co?Przecież nie ciekawostki.-Odpowiedziała spokojnie.  
   Amber aż gotowała się ze złości.Tupnęła nogą z taką siłą,że korek przy jej szpilkach aż się wygiął.
 -Wow.-Wymsknęło się Joy.Zaraz zakryła sobie usta ręką. 
   Blondynka natomiast jęknęła jeszcze bardziej zbulwersowana. 
 -Moje ulubione buty!
   Dziewczyny nie mogły powstrzymać się od śmiechu ,jednak wiedziały ,że jeżeli jakaś chociaż wyda z siebie małe pisknięcie blondynka po prostu dostanie szału. Każda więc poszła za przykładem Joy i przyłożyła sobie dłoń do ust.
Na raz dobiegło je pukanie do drzwi.
 -Kto tam?-Spytała Mara niewinnie jak gdyby nigdy nic.
 -To ja Fabian-Co tam się dzieje?-Spytał. 
 -Wszystko jest okay kochanie.-Odpowiedziała mu jego dziewczyna.-Amber tylko trochę się wkurzyła.
   Wspomniana dziewczyna puściła tę uwagę mimo uszu.
 -A czemu pytasz?-Zapytała tym razem Victoria.
 -No ,bo siedzimy z chłopakami na dole i nagle słyszymy krzyki,jęki,wrzaski....Trochę nas to zaniepokoiło.-Odpowiedział chłopak.
 -Eee...tam.-Buntowniczka machnęła ręką.-Po za furią Amber nic się nie dzieje.
   Dziewczyna spiorunowała ją wzrokiem ,a na zachichotała. 
 -Jesteście pewne?-Zadał kolejne pytanie.
 -Tak.-Odpowiedziały chórem,a ten wszedł do pokoju by się rozejrzeć.
 -Widzisz?Nic się nie dzieje.-Powiedziała do niego Nina z uśmiechem.
 -A nie chciałybyście obejrzeć może z nami filmu na dole?-Ciągnął brunet.
 -My możemy.-Odpowiedziała mu Pat.-Ale Ambs nie.Ona ma żałobę.-Wszyscy oprócz Amber zaczęli się śmiać.
 -Dosyć!-Krzyknęła w końcu.
 -Amber wyluzuj.-Powiedziała rudowłosa ,kiedy przestali się śmiać.-To tylko żarty.
 -Jestem Brytyjką i nie kapuje waszych żartów!-Warknęła.
 -Dobra chodźmy na ten film.-Zdecydowała Nina.-Niech się Amber uspokoi.
   Wszyscy oprócz blondynki opuścili pokój i zeszli na dół.
 -Przyprowadziłem nam dziewczyny!-Zawołał uradowany Fabian,kiedy wszedł do salonu.
 -Chyba raczej tylko Eddie'mu i sobie.-Skwitowała Victoria fakty,na co brunet tylko wzruszył ramionami,pociągnął swoją dziewczynę za rękę i oboje usadowili się na kanapie.Buntowniczka natomiast podeszła do swojego chłopaka z uśmiechem wymalowanym na jej twarzy.
 -Cześć Gaduło.-Przywitał się z nią blondyn,po czym zrobił jej miejsce obok siebie,a ona usiadła.Reszta dziewczyn usadowiła się na podłodze przed telewizorem.Trzeba przyznać,że to były najlepsze miejsca.Lewis za to rozejrzał się po pokoju.
 -A gdzie jest moja Amber?-Spytał zagubiony.
 -Świruje w pokoju.-Odpowiedziała na jego pytanie rudowłosa i roześmiała się.
 -Aaa...-Eddie machnął ręką.-Czyli,że nic nowego.
 -Jako jedyny bez dziewczyny będę film oglądał.-Pożalił się ciemnoskóry robiąc minę zbitego szczeniaczka.
 -Zawsze możesz do niej iść.Jak przestanie się użalać nad szpilkami to ją tu przyprowadź-Powiedziała Joy.
   Ciemnoskóry zerwał się z fotela,na którym dotychczas siedział i udał się na górę,do pokoju swojej ukochanej.Zapukał,ale odpowiedziały mu tylko szlochy blondynki,martwiącej się o swoje ulubione buty.Wszedł więc do środka i spostrzegł siedzącą na swoim łóżku dziewczynę z rozmazanym makijażem.Niektórzy mogli by nawet pomyśleć,że rzucił ją chłopak,a tak przecież nie było.Jej chłopak stał właśnie w progu.
 -Amber,kotku co Ci się stało?-Spytał zmartwionym tonem brunet.
 -Złamałam obcas-Wychlipała.
 -To wszystko?-Chłopak był zdziwiony.
 -Yhym-Tylko tyle dane mu było usłyszeć w odpowiedzi.
 -Księżniczko,nie ma się czym martwić.We wszystkich butach świetnie wyglądasz.-Spróbował pocieszyć ją czarnoskóry siadając obok niej i przytulając ją do siebie.
 -Ty to zawsze wiesz co powiedzieć.-Millington uśmiechnęła się.
 -Od tego właśnie jestem moja księżniczko.-Powiedział z uśmiechem.-Obejrzysz z nami film?-Spytał po chwili.
 -Jaki?
 -Nie wiem.Chyba horror.-Powiedział niepewnie Alfred.
 -Alfie,wiesz,że nienawidzę horrorów.-Mruknęła niezadowolona.
 -Spokojnie.Będę przy Tobie.-Zapewnił.
 -Ooo Alfie.
 -No to chodź.-Zaproponował chłopak.
 -Już tylko wybiorę buty.-Rzuciła dziewczyna i podeszła do swojej ogromnej szafy.
   Wpatrywała się w nią i zastanawiała się jakie buty założyć.Miała ich bardzo dużo,a w połowie z nich nawet nie chodziła.
 -Nie wiem,które wziąć.-Marudziła.
 -Weź którekolwiek.Wszystkie są świetnie.-Powiedział nieco znudzony już tym czekaniem Lewis.
   Amber po pięciu minutach wreszcie wyciągnęła z szafy czarne szpilki i włożyła je na nogi.Chłopakowi w ramach podziękowania za pomoc dała buziaka w policzek,ale jemu nie do końca to odpowiadało.Przyciągnął blondynkę do siebie jak najbliżej mógł i namiętnie pocałował.Millington na początku była zdziwiona czynem swojego chłopaka,ale w końcu odwzajemniła jego pocałunek.
   Gdy oderwali się od siebie zeszli na dół.
 -Przestałaś się obrażać?-Spytała Patricia gdy para przekroczyła próg salonu.
 -Wybacz,Patricio,ale ja jestem Brytyjką i nie rozumiem tych waszych żartów.-Odpowiedziała.
 -Sugerujesz,że ja nie jestem?-Oburzyła się Williamson.
 -No wiesz.Można by Cię było uznać za pół-Amerykankę.-Stwierdziła Amber.
 -O przegięłaś blondynko.-Mruknęła do siebie i zerwała się z kanapy chwytając przy tym poduszkę.
   Amber widząc co się święci zaczęła uciekać,ale nie oddaliła się zbytnio w szpilkach i została dopadnięta już przy drzwiach wyjściowych z domu Anubisa.Blondynka kilka razy została uderzona poduszką i nic więcej.Na jej szczęście Williamson nie miało przy sobie żadnego napoju,dzięki czemu Millington była sucha i czysta.
 -Zepsułaś mi fryzurę!-Zbulwersowała się długowłosa.
 -Przeżyjesz.
   Amber udała się na górę ponownie ułożyć sobie włosy,a rudowłosa wróciła do salonu i usiadła na swoim wcześniejszym miejscu.
 -Dlaczego mi to robisz,Trixie?-Mruknął zrozpaczony nieobecnością swojej dziewczyny Alfred Lewis.
 -Zasłużyła sobie.
 -I tak ma szczęście,że oberwała poduszką,a nie sokiem.-Stwierdził Jerome wychodzący z kuchni z dzbankiem cieczy,która była sokiem o smaku pomarańczy.-Chociaż nic straconego.-Powiedział podchodząc do swojej przyjaciółki.
 -Nie obleje jej sokiem Jerome.-Zwróciła się Patricia do chłopaka z wysoką czupryną.
 -A szkoda.-Mruknął w odpowiedzi i postawił sok na ławę stojącą w salonie.
 -To jaki film oglądamy?-Spytała dotychczas cicha Bella.
 -Yyy nie mam zielonego pojęcia.-Powiedział Jerome.
 -No więc po co tu jesteśmy?-Zapytała Victoria zdezorientowana.Spodziewała się,że chłopacy już wybrali jakiś film.
 -Obejrzyjmy horror.-Zaproponował Fabian.
 -Od kiedy ty oglądasz horrory?A po za tym to horrory są głupie.Ani trochę nie straszne.-Głos zabrała ta najbardziej wygadana,Patricia.
 -No wiesz,horrory są na swój sposób fajne.-Powiedział brunet obejmując swoją dziewczynę ramieniem.
 -Fabian kujonku,pamiętaj,że nie wszyscy mamy tę przyjemność.-Mruknął złośliwie Clarc.
   Chwilę po tym do pokoju wróciła Amber i usiadła obok swojego chłopaka,wtulając się w niego.
 -Może nie przy ludziach?-Mruknął zjadliwie Jerome.
 -Nie moja wina,że Twoja dziewczyna z Tobą zerwała.-Powiedziała bez przejęcia Millington.
 -No to będziemy coś oglądać czy tylko siedzieć i gadać o głupotach?-Pytanie zadała Mara w celu odbiegnięcia od tematu par.
 -Dobra!Ludzie!Oglądamy ten nowy jakiś tam se horror i koniec kropka!''Obecność'' oglądamy!-Postanowiła wreszcie  przerwać tą całą bezsensowną rozmowę Victoria.
   Wszyscy się na to zgodzili.
   Obejrzeli ten film od początku do końca.Nie obyło się oczywiście bez krzyków Amber i przerażonych min Fabiana.Cała reszta można powiedzieć była niewzruszona tym filmem.Gdy się skończył Victor akurat wygłaszał swoje ulubione powiedzenie.
 -Właśnie wybiła dziesiąta,macie dokładnie pięć minut,a potem chcę usłyszeć jak upada...ta szpilka!-Mówił dumnie dozorca domu.
   Uczniowie nie mieli innego wyjścia jak posłuchać rozkazu opiekuna domu Anubisa i pójść do swoich pokoi.
   Ta noc już nie była taka  spokojna.Niektórych dręczyły koszmary.Koszmary,w których widzieli cierpienie różnych osób,tych znajomych i tych zupełnie obcych.To było straszne.Wiele krwi,krzyków,ran,jęków rozpaczy.Można by było pomyśleć,że były to tylko koszmary po obejrzeniu tego filmu,ale to nie było możliwe,bo dwie najodważniejsze osoby w tym domu nie miewają takowych snów.Nie boją się horrorów,zwykłe koszmary to dla nich nic nadzwyczajnego,a to o czym śnili tej nocy przyprawiało o ciarki,a nawet o zawał serca.
   Williamson obudziła się i zerwała do pozycji siedzącej.Gdy tylko otworzyła oczy zobaczyła jakiś cień.Zamrugała kilka razy i zniknął.Czyżby jej się przewidziało?Czy też może kolejny duch ich nęka?Tego nie wie nikt,ale pewne jest to,że nie ona jedyna widziała czyjś cień po obudzeniu.Widziała je również pozostała trójka wybrańców...Jedyne co było inne w tym wszystkim to to,że Wybrana numer jeden i jej ukochany nie byli aż tak wystraszeni tym co zobaczyli,oni słyszeli tylko jęki przerażonych ludzi i nic więcej.Ale dlaczego?Dlaczego ich sny się różniły?To było najbardziej zastanawiające...



I jak?Nie bijcie mocno za to,że głupie!


A teraz coś co może część z Was już czytała na moim blogu o Peddie.Pierwszy raz Peddie.Jeśli ktoś to czytał to już niech nie czyta,bo to to samo xdd


Były wakacje.Spędzałam je w Ameryce,u Eddiego.Byłam tam już od około miesiąca i jeszcze ani razu się nie pokłócilismy,co w naszym przypadku było bardzo dziwne.
   Tej nocy nie mogłam zasnąć co w moim przypadku jest niezrozumiałe,bo ja nigdy nie mam problemów z zasupianiem,a zwłaszcza w wakacje.
   Siedziałam w pokoju,w którym aktualnie jedynym źródłem światła był księżyc i patrzyłam jak wiatr kołysze delikatnie gałęziami drzew,rozmyślając nad tym co w tej chwili robili moi przyjaciele,no ta część przyjaciół,która wakacje spędza w Europie,bo Ci co byli w Ameryce to z pewnością właśnie smacznie spali.
   Nagle drzwi od pokoju otworzyły się.Raptownie odwróciłam się.Zobaczyłam Eddie'go,szczerzącego się jakby zobaczył gigantycznego lizaka,no dobra przesadzam,ale tak czy inaczej uśmiechał się.
 -Tak myślałem,że nie śpisz-Stwierdził.
 -Skąd ten pomysł?Może lunatykuję?-Spytałam.A tak w ogóle skąd wiedział,że cierpię na bezsenność?
 -Gdybyś lunatykowała to nie rozmawiałabyś ze mną.-Odpowiedział.
 -No w sumie racja.
   Chłopak zamknął drzwi i usiadł obok mnie,a następnie objął w talii opierając swój podbrudek o moje ramię.Czy mi się tylko wydaje czy wzięło go na czułości?Nie powiem,że mi to przeszkadzało,bo tak nie było.Muszę przyznać,że było przyjemnie.Oparłam głowę o jego tors.
   W domu byliśmy sami,bo mama Eddie'go gdzieś pojechała.Najlepsze było to,że pożegnała nas słowami ''Tylko niczego nie zmajstrujcie''.Wiem o co jej chodziło,ale czy ona myśli,że jesteśmy głupi czy jak?
   Siedzieliśmy w tej pozycji przez jakiś czas.Potem poszułam jak Eddie delikatnie całuje mnie w szyję.Poczułam wtedy przyjemny dreszcz.Odwróciłam się spokojnie w jego stronę.Blondyn pocałował mnie w usta.Nie był to zwykły pocałunek.Wyczułam w nim wyraźną namiętność i delikatność jednocześnie.Objęłam go za szyję przybliżając tym samym do siebie.Dzieliły nas w tej chwili jedynie warstwy naszych ubrań.
   W tej chwili nie liczyło się nic innego.Czułam jakby cały świat przestał istnieć.Ani mi się śniło przerywać te pocałunki.
   Czułam wtedy coś czego nie czułam jeszcze nigdy w życiu.Czułam pragnienie i pożadanie.Nawet nie próbowałam z nimi walczyć.Chciałam ponieść się fali czułości.
   Chłopak delikatnie wsunął rękę pod moją bluzkę.Nie protestowałam,bo po co.Kiedy zauważył,że się nie opieram pozbył się górnej części mojej garderoby.Nie byłam mu dłużna,bo już po chwili moje ręce błądziły gdzieś po nagim,umięśnionym torsie blondyna.
   Zanim zdążyłam się zorientować byliśmy już w samej bieliźnie,a chwilę później zupełnie nadzy.Opadliśmy bezwładnie na łóżko.
   Byliśmy cali rozpaleni.Wiedziałam,że oboje tego chcemy.
   Eddie przejechał opuszkami palców po moim ciele,patrząc na mnie z czułością.
 -Jesteś pewna,że tego chcesz?-Spytał szeptem.
 -Nawet nie wiesz jak bardzo-Odpowiedziałam równie cicho,a następnie go pocałowałam.
   Całowaliśmy się bez opamiętania.Chłopak przycisnął mnie swoim ciałem.Po tym wiele się wydarzyło i nawet nie wiem od czego zacząć.Wiem jednak jedno-było to najlepsze przeżycie w całym moim życiu.Czułam się wtedy wyjątkowo.Czułam również,że Eddie mnie kocha.Okazywał mi to we wszystkim co robił.Był czuły i delikatny co uczyniło te chwile jeszcze piękniejszymi.
   Po czasie,którego w ogóle nie liczyłam chłopak znowu leżał obok mnie.Uśmiechnął się słodko i jeszcze raz namiętnie mnie pocałował.Po tym się w niego wtuliłam i po chwili zasnęłam.

   Następnego dnia obudziły mnie jasne promienie słońca wpadające do pokoju.Otworzyłam powoli oczy.Nadal byłam przytulona do Eddie'go.Spojrzałam na niego i na wspomnienie o wydarzeniach z nocy mimowolnie się uśmiechnęłam.Chłopa odwzajemnił mój pocałunek.
 -Nadal w to nie wierzę.-Wyznałam.
 -Chyba nie żałujesz co?
 -Oczywiście,że nie.To były najlepsze chwile w moim życiu-Odpowiedziałam.
   Eddie uśmiechnął się po raz kolejny i odgarnął mi włosy z twarzy.
 -Kocham Cię.-Powiedziałam.Sama się sobie dziwiłam,że te słowa przeszły mi przez gardło.
 -Też Cię kocham.-Odrzekł po krótkiej chwili i mnie pocałował.


No ok
To czekam na wasze komentarze!Mam nadzieję,że będzie ich dużo!

Pa<3333
Wyraźnie inna♥